Aussiedler – Kto to taki?
8 sty
Odpowiedzi na to pytanie szukała grupa psychologów z Polski i Niemiec. W ramach współpracy naukowej pomiędzy Wydziałem Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego oraz Uniwersytetu Ruhr Bochum, zrealizowano projekt pt. „Charakterystyka psychospołeczna repatriantów z Polski żyjących w Niemczech”.
Za jego realizację odpowiadały, ze strony polskiej – Prof. Ewa Czerniawska i Mgr Agata Kudlik. Zaś ze strony niemieckiej – Prof. Irene Daum i Dr Patrizia Thoma. Wsparcia finansowego na realizację tego przedsięwzięcia udzieliła Polsko-Niemiecka Fundacja Na Rzecz Nauki (Deutsch-Polnische Wissenschaftsstiftung).
W ramach omawianego badania poddano analizie trzy kluczowe kwestie: biografię emigracyjną, poziom deklarowanego stresu związanego z emigracją, poziom deklarowanej integracji ze społeczeństwem niemieckim. Badanie zostało przeprowadzone na dwóch grupach. Pierwszą grupę ankietowanych stanowili repatrianci z Polski o korzeniach niemieckich mieszkający w Niemczech od minimum 2 lat. W drugiej grupie badanych znaleźli się repatrianci z Polski o korzeniach niemieckich, którzy po minimum 1 roku pobytu w Niemczech powrócili do Polski. W ramach drugiej grupy respondentów dodatkowo badano poziom stresu związanego z powrotem do Polski.
Badanie wykazało, że obie analizowane grupy, nie różniły się od siebie w jakiś znaczący sposób. Badacze brali pod uwagę czynniki takie jak: płeć, wiek, stan cywilny, wykształcenie, liczba dzieci. Mimo wielu podobieństw czynnikami różnicującymi obie badane tu grupy różniły się na kilku wymiarach: wieku, obywatelstwa i czasu pobytu w Niemczech. Na powrót do Polski decydowali się zwykle ludzie młodsi.
Jeżeli chodzi o przyczyny emigracji do Niemiec, w obu grupach były one podobne. Decydujące były względy finansowe oraz fakt wcześniejszej emigracji krewnych. Ponadto wskazywano na przyczyny polityczne i chęć przeżycia przygody. Choć nie były to częste przypadki.
Istotne różnice między obiema grupami pojawiły się odnośnie kwestii tj. biegłość językowa, integracja społeczna i identyfikacja kulturowa. Różnice dotyczyły także poziomu stresu związanego z emigracją. Wielu z powracających wróciło z uwagi na zbyt słabą znajomość języka niemieckiego. Z badań wynika, że repatrianci pozostający aktualnie w Niemczech najczęściej czuli się Niemcami, a ci którzy wrócili czuli się zarówno Niemcami i Polakami. Wśród tych którzy wrócili, zaobserwowano też wyższy poziom deklarowanego stresu emigracyjnego i tęsknoty za Polską w trakcie pobytu w Niemczech. Należy to wiązać bezpośrednio ze słabszą znajomością języka niemieckiego i niskim poziomem identyfikacji z kulturą niemiecką. Głównym motywem do powrotów była emocjonalna więź z rodziną pozostającą w Polsce.
Perspektywa dla Europy
17 gru
Dobiega końca pierwsza polska prezydencja w Radzie Unii Europejskiej. Okiem obserwatora widzę, że była to prezydencja niezła. Najbardziej doceniam fakt, że wybrano wariant konsekwentnej współpracy z Niemcami. Już na początku prezydencji Niemcy zapowiadały, że będą starały się wspierać Polskę w jej nowej roli. Zwłaszcza, że czasy zapowiadały się szczególnie trudne. Dziś widać, że te obietnice stały się faktem. Należy się cieszyć z faktu, że w relacjach polsko-niemieckich, perspektywa historyczna ustąpiła miejsca pragmatyzmowi. Nie byłoby to możliwe bez koleżeńskich relacji duetu Angela Merkel – Donald Tusk. Ten fakt zdecydowanie poprawia Polsce wizerunek na arenie międzynarodowej. To jasny sygnał, że Polska ma poparcie silnego partnera.
Moim zdaniem w dzisiejszej polityce zagranicznej należy szukać partnerów, a nie wrogów. Czemu miałoby służyć szukanie wrogów w zglobalizowanym świecie? Rząd polski, w ostatnim półroczu pokazał, że myśli przyszłościowo. Berlińskie wystąpienie Radosława Sikorskiego, jest dla mnie najlepszym tego dowodem. Jego głównym przesłaniem było wskazanie polskich obaw o przyszłość Unii Europejskiej. Dobrze, że te słowa padły. Bardzo dobrze, że usłyszano je w Berlinie. Radosław Sikorski pokazał, że Polska traktuje Niemcy jak wiarygodnego partnera i doceniając ich potencjał polityczno-gospodarczy, apeluje o większe zaangażowanie w polityce europejskiej. W związku z tym, de facto w naszej wspólnej sprawie.
Od lat toczy się w ramach Unii Europejskiej dyskusja na temat modelu jej integracji. Wydaje się, że powoli ta debata staje się bezprzedmiotowa. Rzeczywistość równolegle pisze swoje scenariusze. Widząc turbulencje w świecie zachodu, kontynent azjatycki tylko zaciera ręce. Zaczyna zdecydowanie dominować pod kątem kapitału ludzkiego i gospodarczego.
W tym kontekście debaty w ramach UE, stają się coraz bardziej jałowe. Widać wyraźnie, że w tej sytuacji geopolitycznej nie ma odwrotu od pogłębienia integracji. Zdrowy rozsądek nakazuje dążenie raczej w kierunku Stanów Zjednoczonych Europy. Wiadomo, że to budzi kontrowersje. Bo przywołuje na myśl Stany Zjednoczone Ameryki. Te również budzą skrajne emocje, od fascynacji po zazdrość, a czasem wręcz niechęć. Trzeba jednak pamiętać, że trudno porównywać UE i USA. Wiadomo przecież, że USA uformowały się w obecnym kształcie na przestrzeni wieków. Natomiast Unia Europejska to koncepcja powstała po II Wojnie Światowej, zatem dużo młodsza. Przeciwników idei Stanów Zjednoczonych Europy można na razie uspokoić, że przed nami jeszcze długa droga.
Jednak ten kierunek wydaje się dziś jedynym słusznym rozwiązaniem. Wiadomo, że państwa narodowe są za słabe, by samemu stawić czoła wyzwaniom globalizacji. Dzisiejsza geopolityka wymusza integrację w ramach poszczególnych kontynentów. Dotyczy to wszystkich kontynentów, nie tylko Europy.
Paczki Solidarności
1 gru
W stołecznym kinie Atlantic odbyła się polska premiera filmu „Paczki Solidarności”. Pokaz premierowy zorganizowały wspólnie Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej oraz Ambasada Republiki Federalnej Niemiec. Producentem filmu jest Fundacja Współppracy Polsko-Niemieckiej. Reżyserem jest Lew Hohmann. Planowana jest szeroka kampania promocyjna filmu. W Polsce film pokaże stacja TVN 24 w ramach cyklu „Dokumenty Ewy Ewart”. Staraniem Konsulatu Generalnego Rzeczypospolitej Polskiej w Hamburgu, finalizowane są rozmowy na temat niemieckiej premiery tego dokumentu. Jest ona planowana na połowę grudnia.
W swoim krótkim przemówieniu powitalnym Rüdiger Freiherr von Fritsch – Ambasador Niemiec w Polsce, krótko przedstawił tło historyczne będące kanwą dla prezentowanego filmu. Ponadto tamte wydarzenia wspominali przedstawiciele polskiej opozycji demokratycznej: Henryk Wujec i Janusz Onyszkiewicz.
Film dotyczy wydarzeń z przełomu lat 1980/1981, a konkretnie zachodnioniemieckiej, spontanicznej reakcji na powstanie „Solidarności”. To właśnie w tym czasie wielu Niemców, przy wsparciu Kościołów ewangelickiego i katolickiego, organizowało pomoc materialną dla Polaków. Był to pierwszy taki gest ze strony Niemiec od czasów II Wojny Światowej. To właśnie wtedy po raz pierwszy inaczej zaczęto w Polsce postrzegać Niemców. Już nie jako zbrodniarzy. Zaczęto w nich widzieć towarzyszy niedoli. Był to moment absolutnie przełomowy z punktu widzenia stosunków polsko-niemieckich.
Niemiecka pomoc trafiała do tzw. Komitetu Prymasowskiego zorganizowanego przez bp. Józefa Glempa – Prymasa Polski i bp. Bronisława Dembowskiego. Siedziba komitetu mieściła się w Warszawie przy ulicy Piwnej. Stąd w kręgach polskiej opozycji demokratycznej nazywano ten komitet „Komitetem z Piwnej”. Paczki składowano w klasztorze Sióstr Franciszkanek. W tym roku Komitet Prymasowski obchodzi swoje 30-lecie. Pakunki z pomocą trafiały w pierwszej kolejności do członków rodzin osób internowanych.
Film posiada duży walor edukacyjny dla młodzieży gimnazjalnej i licealnej. W bardzo przystępny sposób przedstawia tło tamtych wydarzeń. Jego atutem jest także bardzo emocjonalny, miejscami wręcz wzruszający, przekaz. O wypowiedzi proszono bowiem organizatorów tej pomocy oraz jej odbiorców.
Coexistentia
20 lis
Od wyborów parlamentarnych minął już ponad miesiąc. Można już na spokojnie przeanalizować ich wyniki. Bardzo mnie cieszy obecny skład polskiego parlamentu. Mam poczucie, że stanowi on rzeczywiście szeroką reprezentację społeczeństwa polskiego.
W parlamencie zasiadają bowiem przedstawiciele mniejszości narodowych, seksualnych. Mandat poselski zdobyła pierwsza osoba transseksualna. Posłami zostało też dwóch imigrantów pochodzenia afrykańskiego. To cieszy, bo świadczy o dojrzałości polskiego społeczeństwa. Już nikt nie będzie mógł odpowiedzialnie mówić, że polskie społeczeństwo nie jest różnorodne.
Te okoliczności tworzą dobry klimat do debaty na temat roli i siły politycznej reprezentacji mniejszości narodowych i etnicznych w Polsce. W tym kontekście sytuacja wygląda dzisiaj mniej optymistycznie. Wydaje się, że głos środowisk mniejszości narodowych i etnicznych słabnie. Podobnie jak w VI kadencji Sejmu RP, parlamentarzystami zostało trzech przedstawicieli tych środowisk. Jednak ich głos był dotąd słabo słyszalny. Tymczasem nowy układ sceny politycznej pozwala na zmianę tego stanu rzeczy. Pojawienie się ugrupowania „Ruch Palikota”, daje gwarancję debaty nad nowym modelem społeczeństwa polskiego. Są realne szanse na debatę o neutralności światopoglądowej państwa i jego pluralizmu.
Taki klimat polityczny sprzyjać będzie również mniejszościom narodowym i etnicznym w Polsce. Moim zdaniem należałoby tę sytuację dobrze wykorzystać. Trzeba pomyśleć nad formami zacieśniania współpracy tych środowisk. Wydaje mi się, że dobry przykład płynie z Czech. Bardzo bym się cieszył, gdyby w Polsce powstało ugrupowanie na wzór czeskiej partii – Coexistentia.
Skąd ta Rezerwa ?
26 sie
Bliska mi jest idea społeczeństwa wielokulturowego. Miałem to szczęście, że mogłem spędzić część dzieciństwa w USA. To tam „przesiąknąłem” tą ideą. Stąd moje wsparcie dla wszystkich środowisk mniejszości narodowych,etnicznych i wyznaniowych w Polsce. Mogę śmiało powiedzieć, że wielokulturowość stanowi podstawę mojego światopoglądu.
Nie ukrywam także, że z uwagi na moje pochodzenie, szczególnie bliskie są mi losy polskich Niemców. Zdarza mi się rozmawiać z przedstawicielami kół mniejszości niemieckiej w Polsce. Podczas tych rozmów, często wyczuwam swoistą frustrację. Padają pytania m.in.: Dlaczego Niemcy zza Odry traktują nas z dystansem?
Od kilku lat jeżdżę do Niemiec. W tym czasie przeprowadziłem wiele prywatnych rozmów na temat stosunku tamtejszych Niemców do kół niemieckiej mniejszości za granicą. Pomyślałem, że warto przedstawić główne wnioski. Może pomogą one polskim Niemcom lepiej zrozumieć swoje obecne położenie?
Żyjemy w zjednoczonej Europie - granice są otwarte. To fakt, który dla moich rozmówców był kluczowy. Wielu Niemców zza Odry zdaje się uważać, że mniejszości narodowe, jako takie, tracą rację bytu. Są raczej kosztownym obciążeniem dla budżetu. Trzeba przecież desygnować na nie środki. W dobie kryzysu ekonomicznego jest to dodatkowy kłopot.
Widzę, że tzw. „zwykli” obywatele RFN chętniej pomogliby tym, którzy próbują ułożyć sobie życie w ramach Republiki Federalnej Niemiec. Obecnie sam fakt powoływania się na niemieckie korzenie to zdecydowanie za mało. Tym bardziej, że często na tym się kończy. Brakuje dalszych konkretnych działań ze strony osób, które deklarują się jako Niemcy żyjący na co dzień poza granicami RFN.
Dominuje myślenie, że kto miał się osiedlić w Niemczech, ten już się osiedlił. Komu się nie udało, ten za mało się starał. Takie osoby, jeśli naprawdę im zależy, powinny próbować dalej. Być może z pomocą znajomych i krewnych? Nie powinni jednak oczekiwać nadmiernego wsparcia finansowego dla kół mniejszości za granicą. Tym bardziej, że w większości się one starzeją. To ogólna tendencja we wszystkich krajach ,które te grupy zamieszkują.
Trzeba przy tej okazji pamiętać, że Niemcy ściśle przestrzegają prawa i procedur. Skoro przewidują one przekazywanie środków finansowych dla mniejszości, są one przekazywane. Jest jednak bardzo prawdopodobne, że te procedury się wkrótce zmienią. Za jakiś czas ktoś może uznać, że podejście do problemu mniejszości wymaga reformy. Choćby dlatego, że nie odpowiada obecnym realiom. Dziś podstawą jest swobodny przepływ osób i kapitału. Zgodnie z tą zasadą, każdy przedstawiciel mniejszości niemieckiej ma prawo osiedlenia się w Republice Federalnej Niemiec. Dziś już nic nie stoi ku temu na przeszkodzie.
Kryzys Polityki
21 sie
Z dużym zaniepokojeniem obserwuję ostatnie wydarzenia. Coraz wyraźniej widać, że światowa polityka jest w kryzysie. Choć nie brak charyzmatycznych liderów, nie ma jasnej wizji przyszłości. Najbardziej widać to w stolicach państw Europy zachodniej. Politycy działają szybko, ale tylko doraźnie.
Rodzi się pytanie: Czy funkcjonowanie społeczeństw wielokulturowych, jest możliwe naprawdę tylko w czasach tzw. prosperity? Zamach w Norwegii, zamieszki londyńskie oraz akty palenia samochodów w Berlinie, sugerują odpowiedź twierdzącą. Przygnębiający jest fakt, że ludzie potrafią ze sobą współżyć pokojowo tylko w dobrobycie. W czasie kryzysu, sąsiad zaczyna nam się jawić jako wróg. Najgorzej jeśli jest imigranckiego pochodzenia. Drastycznie wzrasta grono osób, które mają z tym problem. Szkoda, że w ludziach wyzwalają się najbardziej pierwotne instynkty przetrwania. Dziś sąsiad nie jest sąsiadem. Obecnie to w pierwszej kolejności, konkurent na rynku pracy. Wielu zdaje się rozumować, że skoro o pracę trzeba walczyć, to konkurentów trzeba eliminować. Niestety także dosłownie. Dziś wystarczy tylko rzucić hasło, walki z postępującą islamizacją Europy.
Najgorsze jest to, że na razie, nie ma drogi rozwiązania tej chorej sytuacji. Ewidentnie widać, że zachodnioeuropejski model państwa dobrobytu, na naszych oczach przechodzi do historii. Stąd ta ogromna bezradność elit. Nawet tak piękny projekt polityczny –Unia Europejska, nie jest dziś spójna. Zaczyna Zwyciężać koncepcja Europy „dwóch prędkości”. Politycy nie mają wizji, a duchowni autorytetu. Świadczy o tym choćby ostatnia reakcja, na wizytę papieża Benedykta XVI w Hiszpanii.
Ludzie nie znajdują oparcia, ani w Kościele, ani w polityce. Żaden odpowiedzialny polityk nie może zaproponować długofalowej koncepcji, która porwałaby tłumy. Dlatego na przykład, choć wybory za pasem, kampania wyborcza w Polsce jest tak jałowa. Ogniskuje się tylko wokół liderów dwóch największych partii: Platformy Obywatelskiej i Prawa i Sprawiedliwości. Zgadzam się z tymi, którzy nie widzą szans na zmianę tego stanu.
Budowanie Mostów
3 lip
Od 1 lipca br. Polska przewodzi w Radzie Unii Europejskiej. Jak informuje polski rząd, priorytetami polskiego przewodnictwa będą dwie kwestie. Poprawa sytuacji gospodarczej Unii Europejskiej i wzmocnienie tzw. Partnerstwa Wschodniego. Swoją gotowość do pomocy w realizacji tych celów, deklarują Kościoły zrzeszone w Polskiej Radzie Ekumenicznej.
To wnioski ze spotkania jakie miało miejsce w Parafii Ewangelicko-Augsburskiej Św. Trójcy w Warszawie. To właśnie z inicjatywy Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP i Polskiej Rady Ekumenicznej, odbyło się tam ekumeniczne nabożeństwo . W jego trakcie, przedstawiciele Węgierskiej Rady Ekumenicznej, symbolicznie przekazali przewodnictwo w UE Polskiej Radzie Ekumenicznej. Po nabożeństwie odbył się panel dyskusyjny pt.” Razem dla Europy”. W tej części udział wzięli m.in. Tomasz Siemoniak – Sekretarz Stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz Markus Meckel, były Minister Spraw Zagranicznych NRD, były poseł do Bundestagu, pastor luterański.
Choć część dyskusyjna była krótka, nie brakowało w niej cennych treści. Celem tego panelu była odpowiedź na pytanie: Jaki wymiar ma mieć prezydencja w UE, w swojej sferze duchowej?
Polska Rada Ekumeniczna zwraca uwagę na potrzebę przybliżenia idei Unii Europejskiej obywatelom państw członkowskich. Tak by poczuli, że oni też mogą mieć swój wkład w budowę dobrobytu i pokoju w Europie. Dziś Unia Europejska, to dla większości jej obywateli „Ci decydenci z Brukseli i Strasburga”. Tam gdzie kończy się polityka, zaczyna się rola Kościołów, organizacji charytatywnych i pozarządowych. Dlatego PRE uznaje za celowe, budowanie podstaw dialogu z Białorusią, Ukrainą i Rosją. Chodzi o to, by granica Unii Europejskiej, nie była nową linią podziałów. Przecież cały czas jeszcze, granice Unii Europejskiej, nie pokrywają się z geograficznymi granicami Europy.
Podczas panelu słusznie zauważono, że Polska, jest pierwszym w historii przewodniczącym Rady Unii Europejskiej, ze znaczącą rolą Kościoła Prawosławnego w strukturze społeczeństwa (Polski Autokefaliczny Kościół Prawosławny). To właśnie duchowni tego Kościoła, pragną wykorzystać swoje kontakty z partnerami na Wschodzie. Jak podkreślano, są one już od lat wzorcowe. Teraz pojawia się niepowtarzalna szansa, wykorzystania ich dla dobra całej zjednoczonej Europy.
Z racji swojego tranzytowego położenia, Polska zawsze była swoistym tyglem kulturowym i narodowościowym. Silna jest tu też tradycja ekumenizmu. Dzisiaj ten fakt wydaje się w Europie nieco zapomniany. Przedstawiciele polskiego ruchu ekumenicznego, będą się starali o tym przypominać. W tym celu poszczególne Kościoły będą organizować liczne seminaria naukowe. Ich tematem będzie przeszłość, teraźniejszości i przyszłości tych wspólnot w Polsce i Europie.
Co zrozumiałe, Polska Rada Ekumeniczna, zamierza ponadto przypominać o judeochrześcijańskich korzeniach kontynentu europejskiego. Przedstawiciele Kościołów chcą też podkreślać znaczenie dnia wolnego od pracy. Nie tylko jako dnia poświęconego Bogu i rodzinie. Dzień wolny dobrze wpływa na budowanie relacji społecznych, ostatnio osłabianych, szybkim tempem życia – podkreślali przedstawiciele Polskiej Rady Ekumenicznej.
„Angela,Du bist auch unsere Kanzlerin”
23 cze
Niedawno obchodziliśmy 20 rocznicę podpisania polsko-niemieckiego „Traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy”. Z tej okazji byliśmy również świadkami wydarzenia zupełnie bezprecedensowego w stosunkach polsko-niemieckich. Chodzi oczywiście o wspólne posiedzenie rządów Polski i Niemiec. Odbyło się ono, we wtorek w Warszawie.
Bardzo się cieszę, że temu wydarzeniu towarzyszyła znakomita atmosfera. Również pod względem merytorycznym, jak zapewniają uczestnicy rozmów, spotkanie okazało się owocne. Padło wiele konkretnych deklaracji. Pozwalają one sądzić, że dziś rzeczywiście, jesteśmy świadkami całkowitej i ostatecznej normalizacji stosunków dwustronnych.
Popieram planowane utworzenie 16-stu biur ds. niemieckiej Polonii, po jednym takim przedstawicielstwie w każdym z krajów związkowych. Sensowna jest również koncepcja utworzenia muzeum niemieckiej Polonii w Zagłębiu Ruhry. Będzie to symboliczne nawiązanie do motta Unii Europejskiej- „Zjednoczeni w Różnorodności”. Nie ulega bowiem wątpliwości, że dawna XIX- wieczna Polonia, wniosła istotny wkład w rozwój tego regionu, stanowiąc o jego różnorodności.
W moim odczuciu, w kwestii niemieckiej Polonii, zrobiono wszystko, co było można. Nie mogło być mowy, o formalnym uznaniu niemieckich Polaków, za mniejszość narodową. Choćby tylko z tego względu, że większość z nich, przed laty, starannie udowadniała swoje niemieckie pochodzenie.
Widać również wyraźnie, że Polska zyskała istotne wsparcie na arenie europejskiej. Od dziś Polska i Niemcy będą jeszcze ściślej współpracować m.in. w Radzie UE. Warszawskie posiedzenie rządów obu państw pokazało, że dziś liczy się już tylko wspólnota interesów. Obecnie kluczowe jest wypracowanie spójnego polsko-niemieckiego stanowiska w kwestii bezpieczeństwa energetycznego UE i tzw. Partnerstwa Wschodniego. Nareszcie trudna niekiedy historia, ustąpiła miejsca trosce o przyszłość Europy. Dlatego dzisiaj,odwołując się do wspomnień z historii, można byłoby śmiało zawołać – „Angela, Du bist auch unsere Kanzlerin”.
O co tyle szumu?
22 maj
Od początku zeszłego tygodnia, w polskich mediach, sieje się panikę – Erika Steinbach odwiedzi Pomorze.
Zapewniam, że to nic wielkiego, a na pewno niegroźnego dla Polski. Zaryzykuję stwierdzenie, że reakcje na tę wizytę de facto odzwierciedlają stosunek poszczególnych osób, do problemu pojednania polsko-niemieckiego.
Moim zdaniem Erika Steinbach, od lat, niesłusznie cieszy się zainteresowaniem polskich mediów. Gdyby nie to, jej działalność polityczna przeszłaby pewnie bez echa. To za sprawą polskich mediów, także Niemcy zaczęli się nią z czasem interesować. Wcześniej była niemal nieznana, nawet w Niemczech. Dlatego śmieszy mnie oburzenie niektórych polskich publicystów, którzy kilka lat temu sami wywołali w Polsce ten temat.
Nie można zapominać, że mówimy tu o osobie zaangażowanej politycznie. Politycy, jak wiadomo, umieją korzystać z zainteresowania mediów. Dlatego, co jakiś czas, posłanka CDU karmi je nieco bardziej kontrowersyjnymi tezami. Chcąc nie dać o sobie zapomnieć.
Działalność przewodniczącej Związku Wypędzonych, nijak nie zagraża interesom Polski. Jej kapitał polityczny stanowi około 2 milionów osób w podeszłym wieku. Nie posiada ona zatem wszechpotężnych wpływów. Nie można się nabierać, na jej chwyty retoryczne. Nawet w łonie CDU, jest duża grupa osób sceptycznie nastawionych do jej działalności. Mają one świadomość, że jej wypowiedzi jedynie szkodzą. Nie służą budowaniu partnerskich relacji między sąsiadami w zjednoczonej Europie. Stosunków na miarę XXI wieku.
Odnośnie samego Związku Wypędzonych. Jeśli chcemy mówić o faktycznym polsko-niemieckim pojednaniu, musimy zacząć postrzegać to środowisko inaczej. Powinniśmy wyzbyć się uprzedzeń. W większości tworzą go ludzie, którzy od pokoleń zamieszkiwali na terenach po wojnie przyznanych Polsce. Gdyby tu pozostali, zgodnie z europejskimi standardami, byliby mniejszością niemiecką w Polsce. Choć dziwne, że na ich czele stoi osoba, która nie powinna być uznawana za wypędzoną. Jej rodzina, z tego co mi wiadomo, nie mieszkała na Pomorzu od stuleci. Tymczasem europejska definicja mniejszości narodowej i etnicznej jest jasna. Wymaga m.in. co najmniej 100-letniego okresu zamieszkiwania przodków, będących obcego pochodzenia, na obecnych terenach danego państwa.
Tymczasem rodzina pani Steinbach mieszkała na Pomorzu najwyżej 2 lata. Powszechnie wiadomo też, w jakich okolicznościach się tam pojawiła. To wszystko czyni panią Erikę Steinbach, mało wiarygodną, w roli szefowej Związku Wypędzonych. Dlatego nie przywiązuję do niej dużej wagi.
