Od kilku lat w doniesieniach z Niemiec pojawia się co jakiś czas ?Kazus rodziny Romeike?. Wczoraj za sprawą redaktora Bartosza T. Wielińskiego, temat powrócił na łamach ?Gazety Wyborczej?. W artykule pt. ?Niemcy po azyl do USA? przedstawia on najnowsze fakty w tej sprawie. Problem ciągnie się od 2006 roku. Oto pochodzące z Bissingen w Badenii-Wirtembergii małżeństwo zorientowało się, że w szkole, do której chodzą ich dzieci, w ogóle nie przestrzega się zasad płynących z Biblii. Dla małżeństwa należącego do ortodoksyjnego odłamu protestantyzmu, była to sytuacja nie do przyjęcia. Postanowili pewnego dnia, że sami będą kształcić swoje dzieci. Przestali wysyłać je do państwowej szkoły.

Doszło do tego, że dzieci na lekcje dostarczała policja. Sprawa trafiła do sądu. Sędziowie argumentowali, że niemieckie prawo zakłada iż każde dziecko musi uczęszczać na lekcje. W Niemczech nie przewiduje się nauczania domowego. Jedyną taką możliwość daje założenie prywatnej szkoły. Chcąc takową założyć napotyka się na bardzo restrykcyjne przepisy prawne. W tej sytuacji rodzina Romeike postanowiła wystąpić o azyl polityczny w USA argumentując, że w Niemczech jest uciskana – zabrania się jej nauczać dzieci w zgodzie z własnym światopoglądem. Ostatnio sąd imigracyjny przyznał rodzinie ochronę. Od 2008 roku małżeństwo z sześciorgiem dzieci mieszka w miasteczku Morristown w stanie Tennesee.
Wydaje się, że ta sprawa stanowi dobry pretekst do postawienia pytania: Jaka jest rola państwa? Gdzie przebiega granica między prawami obywatelskimi, a obowiązkami rządu? Dla mnie ta sprawa jest bliska także z tego powodu, że sam należę do kościoła protestanckiego ? podobnie jak rodzina Romeike. W Polsce Kościół Ewangelicko-Augsburski, jako kościół mniejszościowy, napotyka czasem na problemy w nieco stereotypowym odbiorze społecznym. W kwestiach światopoglądowych opowiadam się za jak najszerszym pluralizmem. Marzy mi się życie w otwartym, nowoczesnym, wielokulturowym społeczeństwie. Jestem zdania, że każdy powinien mieć prawo ?być sobą?. W kontaktach z ludźmi nie są dla mnie, w żadnej mierze decydujące sprawy pochodzenia etnicznego, wyznania i używanego języka.

Bardzo cenię wszystkich tych, którzy potrafią o tym mówić otwarcie, mimo przeciwności dbać o swoją tożsamość religijną etniczną i kulturową. Zawsze natomiast zastanawia mnie dlaczego niektórzy poświęcają te kwestie na rzecz lepszej adaptacji w społeczeństwie tj.: zmieniają wyznanie, pisownię imion i nazwisk oraz używany język tzw. ?język domowy?. Nie chcę by jeszcze kiedykolwiek motorem takich działań była obawa o własne bezpieczeństwo. Opowiadam się również za tym by wszystkie wyznania były nie tylko prawnie, ale i faktycznie równouprawnione. Ich nauczanie powinno odbywać się w punktach katechetycznych poszczególnych kościołów i związków wyznaniowych. Nie powinno się w tej kwestii czynić rozróżnienia na wyznanie tzw. większościowe i mniejszościowe. Wielokulturowość była dla mnie zawsze inspirująca i niezwykle pouczająca. Rolą państwa jest zapewnić takie warunki. W imię sprawiedliwości społecznej wszystkie symbole religijne powinny być usunięte z miejsc publicznych. Instytucje państwowe winny natomiast zachować pełną neutralność światopoglądową.

Podziel się:
  • Wykop
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • RSS
  • email
  • Print
  • Digg
  • del.icio.us
  • Yahoo! Bookmarks