Niektórzy  czytelnicy zastanawiają się pewnie: Co takiego interesującego jest w Niemczech? Przecież to nasi oprawcy. Ci mniej radykalnie nastawieni powiedzą: “historii się nie cofnie. Patrzmy w przyszłość. Nie ekscytujmy się jednak Niemcami, bo nie warto”. Poza wszystkim, oni są przecież w jakimś sensie nieobliczalni. Lepiej trzymać ich na dystans.

Co do tego, że należy przyjąć przyszłościową optykę, a historię oddzielić „grubą linią” – tak w Polsce symboliczną – mogę się zgodzić. Interesujące jest jednak, czy Polacy wiedzą jakie naprawdę są dziś Niemcy. Czy trzeba się ich bać? Odpowiedzi na te pytania szukam rzecz jasna nie tylko ja. Robi to chociażby, w jednym z ostatnich numerów magazynu „Europa” – dodatku do Newsweeka, amerykański politolog John C. Kornblum: w artykule „Berlin w centrum świata”. Warto znaleźć na nie odpowiedzi.

Dla mnie osobiście Niemcy są krajem pasjonującym. Staram się je jak najdokładniej obserwować, możliwie najlepiej zrozumieć. Są one dla mnie takim społeczno-politycznym mikrokosmosem, barometrem współczesnych społeczeństw. Sąsiedzkim poletkiem badawczym. Wydaje się, że obserwacja Niemiec pozwala dostrzec tendencje, które z dużą dozą prawdopodobieństwa staną się udziałem społeczeństwa globalnego.

W debacie publicznej w kontekście Niemiec pada ostatnio coraz częściej zarzut, że ichniejsze społeczeństwo się radykalizuje. Miałoby to świadczyć o pewnym, płynącym z jego strony zagrożeniu. Obserwując od blisko dziesięciu lat niemiecką scenę polityczną nie mogę rzeczywiście nie zauważać pewnych symptomów radykalizacji postaw społecznych. O owej radykalizacji świadczyć może dość wysoki i stale rosnący poziom poparcia wyborczego dla skrajnie prawicowej NPD we wschodnich Niemczech. Rodzi się jednak pytanie: jak należy ten fakt interpretować? Proponuję spojrzeć na to z pewną dozą zrozumienia. Widzę w tych wynikach pewną oznakę zagubienia. Wyborcy myślą: świat nie jest już taki, jak kiedyś, lecz zupełnie inny – zrobię wszystko żeby przywrócić świat, o którym słyszałem od rodziny, czy w którym dorastałem – silne Niemcy. Przyznajmy, że my też miewamy problem z tym, jak zmienia się otoczenie wokół nas. Nie można więc mówić o jakimś uogólnionym wzroście niemieckiego egoizmu narodowego. Czy Polska rzeczywiście różni się aż tak bardzo? Czy nie brak w naszym społeczeństwie postaw radykalnych? Otóż są one normalnym zjawiskiem w czasie zwątpienia w dotychczas wyznawane wartości. Nie ma tu znaczenia, czy mówimy o Polakach, Niemcach czy Francuzach.

Obserwujemy w Niemczech wyraźne sygnały przemian. Życie społeczne nieustannie bowiem ewoluuje. Zmienia się struktura demograficzna i etniczna społeczeństw, minimalizuje się rola państwa narodowego, zmienia się globalny układ sił. Punkt ciężkości nieuchronnie przenosi się w kierunku Azji – Chin i Indii. Dla przykładu gospodarka chińska jest dziś ośmiokrotnie silniejsza od niemieckiej. Nie ma sensu się przeciw temu buntować, trzeba to zaakceptować.
Przykład Niemiec niezwykle dobitnie pokazuje, że w obliczu globalizacji Europa na nowo szuka obecnie swojej tożsamości. Stąd owa nieco może radykalna chęć powrotu do korzeni kulturowych. Nie można się jednak temu dziwić. Kultura zachodnia – Europa i USA popadła w konsumpcyjny letarg połączony z kryzysem podstawowych wartości. Żyjemy w epoce skrajnego indywidualizmu. Świat zachodni relatywnie mało wytwarza, za to dużo konsumuje. Zbyt powoli zauważa konsekwencje zmian demograficznych. Nieuchronna jest więc ingerencja migrantów ze wschodniego kręgu kulturowego. Wpływy azjatyckie coraz śmielej zaznaczają się w europejskiej kuchni. Któż z nas nie jada tureckich Kebabów czy japońskiego Sushi? Na ulicach pojawia się coraz więcej imigrantów bez których pomału nie wyobrażamy sobie życia. To oni wykonują w Europie zachodniej najmniej prestiżowe prace fizyczne. Szybko okazuje się jednak, że nie wielu z nas, Europejczyków, widzi w tym coś złego. Problem pojawia się jedynie wtedy, gdy zdesperowani imigranci wychodzą na ulice europejskich miast, by ostro zamanifestować walkę o swoje prawa. To czego świadkami są obecnie Niemcy i cała Europa Zachodnia to namiastka nieuchronnego „zderzenia cywilizacji” o którym pisał Samuel P. Huntington. Problemem pozostaje nasza reakcja na nową sytuację. Jeżeli zamiast rywalizować będziemy się się szanować – wówczas unikniemy komplikacji.

Niemcy mają w tym nowym zglobalizowanym świecie szczególną rolę do odegrania. Z uwagi na to, że nadal są najsilniejszą europejską gospodarką, z globalną siecią wpływów i rozwiniętą infrastrukturą, powinny one pozostać głównym filarem Unii Europejskiej. Byłoby to logiczną konsekwencją ich historycznych obciążeń. Gdyby Niemcy zdecydowały się rzetelnie przejąć rolę lidera UE we współpracy z Azją mieliby szansę, w moich oczach, na rehabilitację za krzywdy, jakich dokonali niegdyś ich przodkowie. Historii się nie cofnie. Można jednak w poczuciu odpowiedzialności konstruktywnie kreować przyszłość. Takie jest moje oczekiwanie wobec współczesnych Niemiec. Dlatego ze zrozumieniem przyjmuję mniej lub bardziej radykalne zmaganie niemieckiego społeczeństwa ze współczesnością i własną historią. Jestem za tym, by Niemiec nie przekreślać. Należy dać im szansę. One są dziś przygotowane na wzięcie odpowiedzialności za Europę oraz w pełni świadome swej historycznej odpowiedzialności.

Podziel się:
  • Wykop
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • RSS
  • email
  • Print
  • Digg
  • del.icio.us
  • Yahoo! Bookmarks