Berlińskie Szachy – Czy „Czarno-Żółci” się wypalili?

W ostatnim czasie minęło sto dni funkcjonowania koalicyjnego rządu CDU/CSU-FDP. Analizując doniesienia z Berlina można odnieść wrażenie, że nie spełnia on oczekiwań społecznych. Liczono na opartą na kompromisie, zgodną współpracę. Wydaje się jednak, że obecnej sytuacji bliżej do walki Dawida z Goliatem. Oto CDU po czterech latach trudnej koalicji z SPD stara się wybić na niekwestionowaną liderkę tego tria. Chrześcijańscy demokraci doszli bowiem do wniosku, że ich koalicyjny partner – liberalna FDP, będąc partią dużo mniejszą, jest łatwa do zdominowania. Jak się okazuje, nic bardziej mylnego.

Partia Guida Westerwelle’go jest na fali. Uzyskała najlepszy wynik od kilkunastu lat. Ani więc myśli przyjąć rolę kwiatka do kożucha. Tym czasem CDU odnotowała spadek poparcia gdy chodzi o tzw. „drugie głosy”, tj. oddane na listy partyjne. Tzw. czarno-żółta, konserwatywno–mieszczańska koalicja jest więc w kryzysie. O czasach świetnej współpracy na linii Helmut Kohl – Hans-Dietrich Genscher czytać można już tylko w podręcznikach historii i archiwach prasowych. Każda z partii, choć formalnie w koalicji, prowadzi własną grę. Czy jednak można się temu dziwić? Co taka sytuacja de facto oznacza dla Polski? Który wariant byłby z polskiego punktu widzenia najlepszy?
Odnosząc się do pierwszego z pytań trzeba by udzielić odpowiedzi przeczącej. Ta sytuacja nie powinna nas, obserwatorów, szczególnie dziwić. Podstawowa przyczyna leży w tym, że partie wystartowały do zeszłorocznych wyborów z innego punktu wyjścia. CDU/CSU tworzyły wcześniej wielką koalicję z SPD. Liberałowie z FDP byli w tym czasie w opozycji. Chadecy mieli w związku z tym sytuację trudniejszą. Każda partia rządząca „zużywa się” w odbiorze społecznym w trakcie sprawowania władzy. Partia Westerwelle’go, po latach w opozycji czuła głód władzy, a podbudowana najlepszym od lat wynikiem, walczy o swoją autonomię.

W tym samym czasie CDU musi zaś po raz kolejny szukać swojej tożsamości, utwierdzić swój topniejący z roku na rok elektorat, że nadal ma profil chadecki. Jednak jak tego dokonać w momencie kiedy po latach rządów z lewicą przychodzi jej współrządzić z liberałami? Z kolei rządząc z liberałami jak przekonać ich do potrzeby walki o kwestie socjalne. Przecież z każdym rokiem problem opieki społecznej zyskuje w Niemczech na znaczeniu. Sytuacja demograficzna nie jest korzystna – społeczeństwo się starzeje, rosną nakłady na opiekę społeczną.

Kolejne problemy, które znajdują odbicie w obecnej sytuacji politycznej Niemiec to spadek zaufania do klasy politycznej oraz kryzys instytucji państwa narodowego. Szczególnie jest to widoczne w obliczu globalnego kryzysu gospodarczego. Efekt jest więc taki, że oto mało wyraziste ideologicznie partie, zajęte partykularnymi gierkami wewnętrznymi oraz między sobą, oddalają się od wyborców. Nie może w związku z tym dziwić, najsłabszy od 2006 roku, poziom poparcia dla kanclerz Angeli Merkel. Obecnie jedynie ok. 60% Niemców, dobrze wypowiada się o jej działaniach.

Partie zaczynają wyczuwać, że same nie są w stanie podołać wyzwaniom globalizacji. Instrumenty realnej polityki są dziś bowiem w rękach lobbystów z różnych związków zawodowych – grup interesu. Politycy chcąc dalej funkcjonować na scenie politycznej muszą brać na siebie nierealne do spełnienia zobowiązania wobec związków zawodowych. Problem jest jednak w tym, że niezadowolone związki zawodowe mają w odróżnieniu od partii, prawo do strajku. Każdy taki strajk np. komunikacji publicznej skutecznie paraliżuje gospodarkę całych Niemiec; teoretycznie więc największą gospodarkę narodową w Unii Europejskiej.

Co ta, ostatnio nieco skomplikowana, sytuacja polityczna w Niemczech oznacza dla Polski i stosunków polsko-niemieckich?

Nie ulega dla mnie wątpliwości, że każdy nawet najmniejszy, kryzys polityczny w Niemczech jest mniej lub bardziej niekorzystny dla Polski. W interesie Polski jest stabilizacja na niemieckiej scenie politycznej. Zachwiania mogą spowodować, że niemiecka dbałość o interesy polskie w świecie zachodnim osłabnie. Kwestia stosunku do Polski często może być bowiem wykorzystywana w niemieckich rozgrywkach wewnętrznych. Dzisiaj również mamy do czynienia z akcentem polskim w tej kryzysowej sytuacji. Koalicjantów między Renem a Odrą dzieli stosunek do kandydatury Eriki Steinbach (CDU) do rady fundacji „Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie”. Celem tej fundacji będzie nadzór powstającego w Berlinie muzeum wysiedlonych. Liberałowie z FDP, w trosce o dobre stosunki z Polską, są przeciwni tej kandydaturze.
Wydaje mi się, że na pewno w interesie Polski, ale także samych Niemiec, byłby w obecnej sytuacji, rząd o profilu możliwie jak najbardziej socjalliberalnym. Rząd zbyt konserwatywny nie byłby dobry dla coraz bardziej zróżnicowanych etnicznie Niemiec. Wzrosłoby wśród imigrantów poczucie społecznego odrzucenia. W konsekwencji mogłoby to prowadzić nawet do wybuchu zamieszek na ulicach. W skrajnym wypadku mogłaby się powtórzyć sytuacji z przedmieść francuskich metropolii. Na razie na szczęście udaje się temu w Niemczech zapobiec. Nie można tego jednak wykluczyć przy dalszym wzroście społecznej frustracji.

Podziel się:
  • Wykop
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • RSS
  • email
  • Print
  • Digg
  • del.icio.us
  • Yahoo! Bookmarks

W jaki sposób pamiętać o przeszłości?

Przed paroma dniami obchodziliśmy 65-lecie wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau. Bliskość tej daty skłania do refleksji nad tym, w jaki sposób należy zachowywać pamięć historyczną. W kontekście stosunków polsko-niemieckich, odpowiedź na to pytanie nabiera szczególnego znaczenia.

Ilekroć myślę o relacjach bilateralnych Polski i Niemiec, pojawia się u mnie wątpliwość: czy rzeczywiście stosunki te były tak złe, jak wynika z lektury podręczników do historii? Zwykło się mawiać, że historia jest nauczycielką życia, jednak czasem i ona kreuje mylny obraz rzeczywistości. Często napotykamy na próby jej relatywizowania. Niejednokrotnie widać to właśnie w przypadku relacji Polski z Niemcami.

W polskiej historiografii nacisk kładzie się na historię II Wojny Światowej. Co było wcześniej i później? – to jakby sprawa drugorzędna. Daleki jestem przy tym od umniejszania odpowiedzialności nazistowskich Niemiec za wybuch II Wojny Światowej. To przecież hitlerowskie Niemcy zerwały podpisany 26 stycznia 1934, pakt o nieagresji. Tego faktu nikt dziś, także w Niemczech, nie neguje. Mówiła o tym kanclerz Angela Merkel 1 września 2009 roku na Westerplatte. Nie trudno uznać, że ta jedna tragedia zaprzecza wszelkiej możliwości komunikacji. Warto jednak zastanowić się, czy wrogość jest stałym i nieodzownym elementem polsko-niemieckich relacji.

II Wojna Światowa jest dla mnie, nad wyraz skandalicznym, ale jednak epizodem w generalnie bardzo dobrych relacjach dwustronnych. W moim rozumieniu Polska i Niemcy mogą i powinny współpracować. Historia nie powinna dzielić lecz uczyć i jednoczyć. Przykłady owocnego współdziałania i koegzystencji mamy na kartach wcześniejszych dziejów. Dokonując krótkiej retrospekcji wskazać można wiek XVI, kiedy król Zygmunt Stary zezwolił na osiedlanie się protestantów, także niemieckich, na terenach Rzeczypospolitej. Wiek XVIII przyniósł 60 lat panowania saskiej dynastii Wettinów na tronie polskim.

W XIX wieku za sprawą Xawerego Druckiego-Lubeckiego, mieliśmy do czynienia z falą osadnictwa niemieckiego w Królestwie Polskim. Oto bezrobotni Niemcy na bardzo korzystnych warunkach mogli osiedlać się na terenach dzisiejszej Polski. Tworzono dla nich specjalne wsie gdzie, tak długo jak to było im potrzebne mogli kultywować swoją tradycję religijną, językową i kulturową. Z czasem zaś świadomie i dobrowolnie asymilowali się z polską większością. Taki program osadnictwa znakomicie wpływał na gospodarkę. Otwierał się nowy rynek zbytu ? Prusy. Niemieccy koloniści zapewniali gospodarce Królestwa Polskiego, postęp technologiczny. Przywozili bowiem ze sobą nowatorską wówczas wiedzę.

W wieku XX, przed II Wojną Światową, Polacy traktowani byli w Niemczech, również bardzo poprawnie. Mieli status mniejszości narodowej, posiadali przedstawicieli w niemieckim parlamencie. W okresie PRL Niemcy zachodnie organizowały akcje pomocowe. Po zapoczątkowanym w 1980 roku w Gdańsku ? przełomie roku 1989, Niemcy stały się ambasadorem polskiej racji stanu na zachodzie Europy. Wspierały polskie starania o integrację z NATO i Unią Europejską.

Moim zdaniem w dwustronnych relacjach Polski i Niemiec powinny panować reguły partnerskie i przyjacielskie. Oznacza to ,że każda ze stron powinna przyjąć na siebie pewne zadania. Rolą Polski jest w tym wypadku dbanie o relacje z Europą Wschodnią. Zadaniem Niemiec jest wspieranie interesów Polski w jej relacjach z resztą świata zachodniego.

Skoro mowa o kontekście historycznym – na zakończenie chciałem się ustosunkować do kwestii projektu pod tytułem ?Widomy Znak?. Otóż jestem jego zagorzałym przeciwnikiem, zwłaszcza w proponowanej obecnie formie. Moim zdaniem autorka projektu Erika Steinbach nie powinna być osobą odpowiedzialną za realizację tego projektu. Wątpliwości budzi bowiem kwestia czy rzeczywiście można ją zaliczyć do grona wypędzonych? W moim przeświadczeniu, nie. Dlatego, że nie każdy kto urodził się na terenie obecnej Polski i ją opuścił, nawet pod przymusem, zasługuje na ten status. Dla mnie pani Steinbach mogłaby mieć status wypędzonej, gdyby jej rodzina od co najmniej trzech pokoleń zamieszkiwała na terenach obecnej Polski. Nie zaś w wypadku gdy jest ona córką stacjonującego tu wówczas pilota Luftwaffe i przypadkiem urodziła się w Rumi, w obecnym województwie pomorskim.

Jednocześnie, żeby była jasność, nie neguję konieczności upamiętnienia ofiar wysiedleń. Gorąco popieram utworzenie ?Europejskiego Centrum Przeciwko Wypędzeniom?. Problem wysiedleń nie dotyczy bowiem jedynie stosunków polsko?niemieckich. Nie ma też zupełnie powodu dla którego mielibyśmy problematykę wysiedleń rozpatrywać w tym zdecydowanie zawężonym kontekście.

Podziel się:
  • Wykop
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • RSS
  • email
  • Print
  • Digg
  • del.icio.us
  • Yahoo! Bookmarks

Jaka jest rola państwa? – Kazus rodziny Romeike.

Od kilku lat w doniesieniach z Niemiec pojawia się co jakiś czas ?Kazus rodziny Romeike?. Wczoraj za sprawą redaktora Bartosza T. Wielińskiego, temat powrócił na łamach ?Gazety Wyborczej?. W artykule pt. ?Niemcy po azyl do USA? przedstawia on najnowsze fakty w tej sprawie. Problem ciągnie się od 2006 roku. Oto pochodzące z Bissingen w Badenii-Wirtembergii małżeństwo zorientowało się, że w szkole, do której chodzą ich dzieci, w ogóle nie przestrzega się zasad płynących z Biblii. Dla małżeństwa należącego do ortodoksyjnego odłamu protestantyzmu, była to sytuacja nie do przyjęcia. Postanowili pewnego dnia, że sami będą kształcić swoje dzieci. Przestali wysyłać je do państwowej szkoły.

Doszło do tego, że dzieci na lekcje dostarczała policja. Sprawa trafiła do sądu. Sędziowie argumentowali, że niemieckie prawo zakłada iż każde dziecko musi uczęszczać na lekcje. W Niemczech nie przewiduje się nauczania domowego. Jedyną taką możliwość daje założenie prywatnej szkoły. Chcąc takową założyć napotyka się na bardzo restrykcyjne przepisy prawne. W tej sytuacji rodzina Romeike postanowiła wystąpić o azyl polityczny w USA argumentując, że w Niemczech jest uciskana – zabrania się jej nauczać dzieci w zgodzie z własnym światopoglądem. Ostatnio sąd imigracyjny przyznał rodzinie ochronę. Od 2008 roku małżeństwo z sześciorgiem dzieci mieszka w miasteczku Morristown w stanie Tennesee.
Wydaje się, że ta sprawa stanowi dobry pretekst do postawienia pytania: Jaka jest rola państwa? Gdzie przebiega granica między prawami obywatelskimi, a obowiązkami rządu? Dla mnie ta sprawa jest bliska także z tego powodu, że sam należę do kościoła protestanckiego ? podobnie jak rodzina Romeike. W Polsce Kościół Ewangelicko-Augsburski, jako kościół mniejszościowy, napotyka czasem na problemy w nieco stereotypowym odbiorze społecznym. W kwestiach światopoglądowych opowiadam się za jak najszerszym pluralizmem. Marzy mi się życie w otwartym, nowoczesnym, wielokulturowym społeczeństwie. Jestem zdania, że każdy powinien mieć prawo ?być sobą?. W kontaktach z ludźmi nie są dla mnie, w żadnej mierze decydujące sprawy pochodzenia etnicznego, wyznania i używanego języka.

Bardzo cenię wszystkich tych, którzy potrafią o tym mówić otwarcie, mimo przeciwności dbać o swoją tożsamość religijną etniczną i kulturową. Zawsze natomiast zastanawia mnie dlaczego niektórzy poświęcają te kwestie na rzecz lepszej adaptacji w społeczeństwie tj.: zmieniają wyznanie, pisownię imion i nazwisk oraz używany język tzw. ?język domowy?. Nie chcę by jeszcze kiedykolwiek motorem takich działań była obawa o własne bezpieczeństwo. Opowiadam się również za tym by wszystkie wyznania były nie tylko prawnie, ale i faktycznie równouprawnione. Ich nauczanie powinno odbywać się w punktach katechetycznych poszczególnych kościołów i związków wyznaniowych. Nie powinno się w tej kwestii czynić rozróżnienia na wyznanie tzw. większościowe i mniejszościowe. Wielokulturowość była dla mnie zawsze inspirująca i niezwykle pouczająca. Rolą państwa jest zapewnić takie warunki. W imię sprawiedliwości społecznej wszystkie symbole religijne powinny być usunięte z miejsc publicznych. Instytucje państwowe winny natomiast zachować pełną neutralność światopoglądową.

Podziel się:
  • Wykop
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • RSS
  • email
  • Print
  • Digg
  • del.icio.us
  • Yahoo! Bookmarks

Margot Käßmann – współczesna Róża Luxenburg?

Gdyby ktoś poprosił mnie o wskazanie najbardziej wpływowej Niemki ostatnich lat miałbym dylemat. Wybór rozważałbym między Angelą Merkel, a Margot Käßmann. Pierwszej z pań przedstawiać nie trzeba. Na uwagę zasługuje ta druga, w Polsce jeszcze mniej znana – Margot Käßmann.

Zaryzykuję stwierdzenie, że Käßmann to swoisty fenomen. To kobieta, która śmiało wyznacza nowe trendy, inspiruje, analizuje, zmusza do refleksji, świeci przykładem. Budząc skrajne emocje, Margot Käßmann nikogo nie pozostawia obojętnym. Wywołuje zachwyt lub zniesmaczenie. Jest to pierwsza kobieta w historii Ewangelickiego Kościoła Niemiec, która zaszła tak daleko. Została pierwszą przewodniczącą Rady Kościoła Ewangelickiego w Niemczech.

Droga do tego urzędu nie była usłana różami, była niezwykle kręta. Biskup Käßmann musiała w międzyczasie pokonać nowotwór piersi, uporać się z rozpadem małżeństwa oraz samotnie wychowywać cztery córki. Te okoliczności czynią z niej osobę doskonale rozumiejącą realia współczesności. W tym kontekście nie mogą dziwić jej niezwykle liberalne poglądy. Niektórzy komentatorzy sugerują wręcz, że światopogląd pani Biskup zbliżony jest do idei lewicowych. Nie można odmówić tym głosom cienia racji.

Margot Käßmann jawi się jako zdecydowana pacyfistka. Jej noworoczne kazanie i krytyka zwiększenia kontyngentu Bundeswehry w Afganistanie, odbiło się szerokim echem w mediach. Ponadto pani Käßmann w ściśle określonych sytuacjach dopuszcza zarówno aborcję jak i eutanazję. Biskup stara się też o partnerskie stosunki w rodzinie odrzucając sztywny ?pruski dryl?, akceptuje związki partnerskie homoseksualistów. Sugeruje jedynie by nie nazywać ich małżeństwami. Uważa ona, że takie związki również są formą wypełniania się woli Boga. Dlatego nie można się im sprzeciwiać. Zwierzchniczka Niemieckiego Kościoła Ewangelickiego znana jest jako zagorzała krytyczka Watykanu. W jej mniemaniu poglądy Kościoła Katolickiego w sprawach: celibatu, związków partnerskich, antykoncepcji, aborcji oraz eutanazji, nie przystają do współczesnych realiów.

Podziel się:
  • Wykop
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • RSS
  • email
  • Print
  • Digg
  • del.icio.us
  • Yahoo! Bookmarks

Bundestag wspomina ofiary narodowego socjalizmu

Dziś w samo południe rozpoczęły się w sali plenarnej dawnego Reichstagu obecnie głównej siedzibie niemieckiego Bundestagu, uroczystości upamiętniające ofiary narodowego socjalizmu. Obchody otworzył przewodniczący Bundestagu Prof. Norbert Lammert. Po nim głos zabrali w kolejności: prezydent Izraela Szymon Peres i polski historyk, prof. Feliks Tych.

65 lat temu, 27 stycznia 1945 roku, żołnierze sowieckiej Armii Czerwonej wyzwolili niemiecki obóz koncentracyjny Auschwitz-Birkenau. W 1996 roku ówczesny prezydent federalny, Prof. Roman Herzog ustanowił dzień 27 stycznia Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Narodowego Socjalizmu. Od tego czasu rokrocznie odbywają się w Bundestagu ?Godziny Pamięci? z udziałem świadków tamtych wydarzeń, jako honorowymi gośćmi i prelegentami.

W programie przewidziana jest również dyskusja z udziałem młodzieży. Jej moderatorką będzie prof. Gesine Schwan, była koordynatorka rządu niemieckiego ds. współpracy polsko-niemieckiej. Dyskusja jest częścią dorocznego, edukacyjnego programu młodzieżowego, organizowanego przez Bundestag. W tym roku temat programu brzmi: ? Wojna, Okupacja, Ludobójstwo ? Polska po okupacji niemieckiej lat 1939-1945?

W programie uczestniczy około osiemdziesięcioosobowa osobowa grupa młodzieży, przede wszystkim z Niemiec, ale także z Polski (10 osób), Francji (10 osób) i innych krajów sąsiadujących. Program adresowany jest do młodzieży zaangażowanej w projekty na temat historii narodowego socjalizmu, antysemityzmu, rasizmu, ksenofobii. Młodzież przyjechała do Berlina z Warszawy, gdzie zwiedziła:
* Muzeum Powstania Warszawskiego,
* Instytut Pamięci Narodowej,
* Ambasadę RFN w Warszawie,
* Niemiecki Instytut Historyczny,
* Żydowski Instytut Historyczny,
*Tereny Getta warszawskiego
Na zakończenie ?Godzin Pamięci? uczestnicy uroczystości obejrzą wystawę żydowskiego fotografa, Vardi Kahana ,?Eine Familie ? One Family?. Na obchodach oczekiwani są: prezydent federalny Horst Köhler, kanclerz Angela Merkel, przewodniczący Bundesratu Jens Böhrnsen oraz przewodniczący Federalnego Trybunału Konstytucyjnego Prof. Hans-Jürgen Papier.
Tekst powstał w oparciu o materiały dostępne pod adresem :

http://www.bundestag.de/dokumente/textarchiv/2010/28390958_kw03_peres_tych/index.html

Podziel się:
  • Wykop
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • RSS
  • email
  • Print
  • Digg
  • del.icio.us
  • Yahoo! Bookmarks

Dwujęzyczność nazw topograficznych na Śląsku Opolskim – problem czy bogactwo kulturowe regionu?

Co jakiś czas powraca problem dwujęzyczności nazw topograficznych na Śląsku opolskim. Ostatnio zdarzyło się to po artykule pani redaktor Joanny Pszon z dnia 20.01.2010 pt. ?Dwujęzyczność stosowana w Chrząstowicach? opublikowanym w opolskim wydaniu ?Gazety Wyborczej?.

Autorka wyraża w nim swoje oburzenie, że patron szkoły Stanisław Staszic stał się Stanislausem Staszicem. Redaktor Piszon trochę kpiąco dodaje, że nazwisko Staszic na szczęście nie kończy się na -tz. Pomyślałem, że dobrze będzie jeśli się do tej kwestii ustosunkuję.

Wydaje mi się, że problem jest zbyt wyolbrzymiony i to z dwóch powodów. Po pierwsze, żyjemy w Zjednoczonej Europie. Z tego powodu dwujęzyczność będzie w Polsce coraz powszechniejsza. Tak jak to ma miejsce od lat na przykład w Belgii ? gdzie napisy są w języku francuskim i niderlandzkim. Podobnie jest w Niemczech. Na wschodzie Niemiec, na Łużycach, czy na północy w Szlezwiku?Holsztynie. W pierwszym przypadku przyczyną jest sąsiedztwo Serbów łużyckich; natomiast w Szlezwiku-Holsztynie np. w mieście Flensburg/Flensborg, obok Niemców żyją Duńczycy. Tam owa dwujęzyczność przestała kogokolwiek szokować, stała się codziennością.

Po drugie: dwujęzyczność nie jest zagrożeniem, lecz kulturowym wzbogaceniem i świadectwem pokojowego współistnienia odmiennych narodów. Dwujęzyczność nie oznacza dyskryminacji żadnego z języków ? w tym wypadku polskiego. Wręcz odwrotnie. Dwujęzyczność to symbol najlepiej pojętej tolerancji. Zakłada ona, że każda ze społeczności świadomie może korzystać z mowy, która jest jej bliższa.

Kiedy czytam lub słyszę o aktach wandalizmu na tle narodowościowym na Śląsku opolskim, nacechowanych ksenofobicznie komentarzach tamtejszej lokalnej prasy, krew się we mnie burzy. Zadaję sobie wtedy pytanie: Czemu to służy? Przecież nie lepszemu zrozumieniu, tolerancji i poszanowaniu własnej odrębności. Wówczas dobitnie dostrzegam jakiej krzywdy doznała Polska w okresie PRL. Wtedy propaganda zakładała, że nie może być mowy o jakiejkolwiek odmienności. Było to oczywiście jawnym zaprzeczeniem stanu rzeczywistego. Bowiem mniejszości narodowe zawsze w Polsce były, są i będą. Ten postpeerelowski sposób myślenia niestety jeszcze gdzieniegdzie pokutuje. Dlatego na tym polu, nie ze swojej winy, Polska musi się jeszcze wiele nauczyć. Jestem jednak dobrej myśli!

Co Państwo myślicie o problemie dwujęzyczności? Czy jest to problem czy bogactwo kulturowe regionów? Zapraszam do dyskusji!

Podziel się:
  • Wykop
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • RSS
  • email
  • Print
  • Digg
  • del.icio.us
  • Yahoo! Bookmarks

Czy Niemcy mają prawo sądzić Iwana Demianiuka?

Szanowni Państwo,
Zainspirowany lekturą artykułu pt. ?Zbrodniarze i Pachołki? zamieszczonego w tygodniku ?Forum? nr 4 (25-31.01.2010) chciałbym zająć własne stanowisko w tej sprawie. Autorem artykułu jest redaktor Thomas Urban z Süddeutsche Zeitung. Tekst ten został tam pierwotnie opublikowany 14.01.2010.
90-letni dziś Ukrainiec, Iwan Demianiuk, był strażnikiem obozu zagłady Sobibór k. Lublina. Jego proces odbija się szerokim echem zarówno w Polsce jak i na Ukrainie. Komentatorzy procesu podkreślają, że Demianiuk zasługuje na surową karę tylko wówczas jeśli dałoby się udowodnić jego indywidualną winę. Ponadto komentatorzy uważają, że proces nie powinien odbywać się w Monachium ? przed niemieckim sądem. Fakt, że proces odbywa się w Niemczech miałby świadczyć, zdaniem jego komentatorów, o niemieckiej chęci relatywizowania niemieckiej winy i odpowiedzialności za Holocaust.

W moim odczuciu tak tej sprawy stawiać nie można. Dla mnie to bardzo istotny proces o ogromnym znaczeniu symbolicznym. Zupełnie nie widzę w tym zarzucanej Niemcom chęci relatywizowania winy i kwestionowania odpowiedzialności! Postrzegam proces jako sprawiedliwość dziejową. Oto kat ma zostać osądzony za zbrodnie, jakich się dopuścił. Dobrze, że proces, choć z trudnościami z uwagi na wiek i stan zdrowia oskarżonego, w ogóle się rozpoczął. Nie uczyniono żadnych odstępstw od reguły. Skorzystano, póki można, z możliwości osądzenia człowieka, który jak wszystko na to wskazuje, ponosi współodpowiedzialność za mordy. Trzeba też pamiętać, że proces rozpoczął się i tak bardzo późno. Demianiuk przez lata skrzętnie ukrywał się przecież w USA, uzyskując, a następnie tracąc, amerykańskie obywatelstwo. Gdyby nie jego skuteczna gra na zwłokę, proces rozpocząłby się już dużo wcześniej. Dlatego nie przekonują mnie argumenty obrońców Demianiuka, że w obecnej sytuacji oskarżonego proces nie powinien się rozpocząć.

Na zakończenie muszę się jeszcze ustosunkować, do miejsca procesu ? Monachium. Wbrew krytyce komentatorów procesu uważam, że to dobry wybór. Po pierwsze właśnie dlatego, że w Niemczech – tym samym to właśnie Niemcy sami rozliczają się ze swoją bolesną historią osądzając swoich zbrodniarzy. Tak ? swoich zbrodniarzy. Demianiuk, choć Ukrainiec, był na usługach III Rzeszy, stając się jednym z setek niemieckich katów. Wszyscy ci, którym udało się sformułować akt oskarżenia mieli procesy. Dlaczego więc nie Demianiuk? Strona ukraińska rości sobie prawo do osądzania Ukraińca na Ukrainie. Mam jednak wątpliwości czy trochę nie w obawie przed niesprawiedliwym osądem ze strony niemieckiego wymiaru sprawiedliwości? Paradoksalnie więc nie w interesie poznania prawdy lecz w obronie swojego rodaka. Myślę, że obawy strony ukraińskiej są tu nieuzasadnione. Jestem przekonany, że proces będzie przeprowadzony rzetelnie, a wyrok będzie sprawiedliwy.
A co Państwo o tej sprawie myślicie? Zapraszam do dyskusji!

Podziel się:
  • Wykop
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • RSS
  • email
  • Print
  • Digg
  • del.icio.us
  • Yahoo! Bookmarks

CDU podsumowało rok 2009

Szanowni Państwo,

Nikogo nie trzeba przekonywać, że rok 2009 był dla Niemiec szczególny. Był to rok kilku istotnych rocznic, przypomnę:

*70-lecia wybuchu, wywołanej przez nazistowskie Niemcy, II Wojny Światowej,
*60-lecia ustanowienia konstytucji Republiki Federalnej Niemiec,
* 20-lecia zburzenia Muru Berlińskiego.
Ponadto w 2009 roku wypadały kolejne wybory parlamentarne do Bundestagu. 27 września 2009 roku wybrano Bundestag 17 kadencji. Te wszystkie okoliczności sprawiają, że postanowienia Federalnego zarządu partii, który odbył się w dniach 14-15 stycznia br. w Berlinie, nabierają szczególnego znaczenia. Efektem końcowym berlińskiego zjazdu była Deklaracja Berlińska: “Nasze perspektywy na lata 2010?2013? (niem. Berliner Erklärung: “Unsere Perspektiven 2010 bis 2013″).

W tym dokumencie CDU określa siebie jako ?duża nowoczesna partia ludowa, silnie zakorzeniona w niemieckim systemie politycznym? Partia podkreśla ,że dopiero teraz, pierwszy raz od 1994 roku, będzie mogła w pełni zrealizować swoje cele polityczne. Stanie się to możliwe dzięki temu, że wybory przyniosły zdecydowane zwycięstwo obozowi ?obywatelskiej większości? pod postacią trzech partii CDU/CSU i FDP. Poza tym rządy krajowe, w dziesięciu krajach związkowych, będą nadal sprawowane z udziałem CDU. Partia podkreśla też, że razem z ?siostrzanymi partiami? z Europejskiej Partii Ludowej, współtworzy największą siłę polityczną w Unii Europejskiej.

Mimo tych pozytywów, CDU potrafi także dostrzec swoje słabości. Jej wynik w ostatnich wyborach: 33,8 % tzw. ?drugich głosów? tj. głosów na listę partyjną, jest słabszy od oczekiwanego. Władze partii uważają ,że jest możliwe osiągnięcie poparcia dla listy partyjnej na poziomie 40 procent. Pogorszenie wyniku wyborczego zarząd tłumaczy niską frekwencją wyborczą. Jak piszą autorzy dokumentu: ?CDU jest partią ludową środka?, partią społecznej gospodarki rynkowej. To odróżnia ją od wiary w wolny rynek ale też od wiary w państwo. Zdaniem autorów dokumentu wolny rynek i sprawiedliwość społeczna wzajemnie się się uzupełniają. CDU stawia sobie za cel wspieranie rozwoju współpracy społecznej, jednoczenie wokół siebie różnych grup społecznych.

Podsumowując, moim zdaniem CDU dokonało obiektywnej oceny swojej obecnej sytuacji politycznej. Mam nadzieję,że partii uda się przekuć te założenia w czyn. Liczę na to, że zyska ona mocną, wyrazistą pozycję partii centrowej. Nie ulega bowiem dla mnie wątpliwości, że partia o charakterze centrowym, chrześcijańsko-demokratycznym, wyrazista ideowo, ale także tolerancyjna jest w Niemczech bardzo potrzebna. Zresztą nie tylko w Niemczech, ale też w Polsce i Europie. Byłoby dobrze, gdyby Platforma Obywatelska w jak największym stopniu wzorowała się na CDU.

*Artykuł powstał w oparciu o oryginalny tekst: Berliner Erklärung “Unsere Perspektiven 2010 bis 2013″ dostępny pod adresem: http://www.cdu.de/doc/pdfc/100115-Berliner-Erklaerung.pdf

Podziel się:
  • Wykop
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • RSS
  • email
  • Print
  • Digg
  • del.icio.us
  • Yahoo! Bookmarks

Mniejszość niemiecka w Polsce a Polonia w Niemczech

Szanowni Państwo,
Problem praw mniejszości niemieckiej w Polsce i Polonii w Niemczech, bardzo często powraca w debacie publicznej. W różnych okresach z różnym nasileniem. Pomyślałem,że dobrze byłoby za pośrednictwem mojego blogu, już na początku jego redakcji, ustosunkować się do tego problemu. Czytelnicy mają prawo wiedzieć, jaki punkt widzenia w tym zakresie prezentuje autor tej strony. Im szybciej przedstawi on swoje zdanie na ten temat, tym lepiej.

Otóż moim zdaniem stan obecny jest właściwy, wypracowany na drodze kompromisu i nie powinien ulec zmianie. W moim odczuciu trudno mówić o jakiejkolwiek dysproporcji w sposobie traktowania Niemców w Polsce i Polonii w Niemczech. Uważam, że nie ma obecnie w Niemczech mniejszości polskiej w rozumieniu dość powszechnie przyjętego w Europie ustawodawstwa. Zwykło się przyjmować, że mniejszość narodowa to społeczność o odmiennej od większości tożsamości narodowej, zamieszkująca na danym terytorium od co najmniej 100 lat.

W Niemczech, w moim rozumieniu, nie ma takich skupisk Polaków. Większość ludności wywodzącej się z Polski, przyjeżdżając do Niemiec, powoływała się na swoje niemieckie pochodzenie. Emigranci z Polski mają w Niemczech tendencję do asymilacji. Jednocześnie trzeba tu dodać, że nauka języka polskiego dla dzieci jest zapewniona w praktycznie każdym dużym mieście. Funkcjonuje co najmniej sześć szkół z polskim jako językiem wykładowym. Dlatego zupełnie nie mogę się zgodzić z poglądami np. Pani senator Doroty Arciszewskiej-Mielewczyk, która sugeruje jakoby dochodziło do dysproporcji w traktowaniu mniejszości niemieckiej w Polsce i Polonii w Niemczech.

Ciekaw jestem, jakie jest Państwa zdanie na ten temat? Zapraszam do dyskusji!

Podziel się:
  • Wykop
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • RSS
  • email
  • Print
  • Digg
  • del.icio.us
  • Yahoo! Bookmarks

To dla mnie ogromny zaszczyt i wyzwanie…

Szanowni Państwo,

Miło mi poinformować, że zostałem stypendystą niemieckiego Bundestagu na rok 2010, w ramach programu “Internationales Parlaments-Stipendium 2010″.

Stypendium odbędzie się w dniach 1.03 2010-31.07.2010. Jest to dla mnie ogromny zaszczyt i wyzwanie. Proszę trzymać za mnie kciuki!!

Wszystkim serdecznie dziękuję za słowa wsparcia w okresie oczekiwania na decyzję.

Podziel się:
  • Wykop
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • RSS
  • email
  • Print
  • Digg
  • del.icio.us
  • Yahoo! Bookmarks