Wpisy otagowane Historia

Olimpiada w nazistowskim kurorcie?

Jak donoszą niemieckie media – konkretnie tygodnik Der Spiegel w jednym z ostatnich numerów – odżyła wśród polityków niemieckich koncepcja zorganizowania Igrzysk Olimpijskich 2018 w Garmisch-Partenkirchen. To bawarskie miasteczko, położone niedaleko Monachium było w czasach hitlerowskich głównym ośrodkiem sportów zimowych w III Rzeszy Niemieckiej. W 1936 roku gmina Garmisch-Partenkirchen gościła już zimowe Igrzyska Olimpijskie. Uczestniczyło w nich wówczas 28 krajów. Liczba uczestników, sportowców i działaczy wynosiła wówczas 1100 osób. Na tegorocznej olimpiadzie w Vancouver, niemiecka delegacja pod przewodnictwem ministra spraw wewnętrznych Thomasa de Maiziere i premiera Bawarii Horsta Seehofera, przedstawi wstępne założenia tej inicjatywy. Koncepcja ze zrozumiałych względów wzbudziła kontrowersje – czy aby na pewno zasadne?

Wydaje mi się, że współczesny świat, jak jeszcze nigdy wcześniej, potrzebuje powrotu do wartości naczelnych. Obecnie brakuje nam czasu na refleksję i zadumę. Dzisiejszy człowiek goni za pieniądzem i konsumpcją, zapominając o sprawach fundamentalnych. Olimpiada w takim miejscu, poza wymiarem sportowego widowiska, miałaby także wymiar symboliczny. W miejscu wypoczynki i rozrywki dygnitarzy zbrodniczego systemu ponownie, tym razem w duchu wolności, tolerancji i zasad fair play, mogliby zetknąć się sportowcy oraz kibice z niemal całego świata..

Również sama idea ruchu olimpijskiego zdaje się potrzebować odnowy. Sport jest dziś bowiem zdominowany przez pieniądz, lobby koncernów sportowych – producentów sprzętu oraz nielegalne stosowanie środków dopingujących. Nie było w ostatnich latach olimpiady, zimowej czy letniej, która obyłaby się bez przypadków wykrycia niedozwolonych środków wspomagających. Warto w tym miejscu przypomnieć, że pierwotna idea olimpijska zakładała pokojową rywalizację amatorów. W pierwotnym założeniu faktyczny wynik nie miał przesądzać o wartości uczestniczenia w zawodach. Istotniejszy był sam fakt pokonywania własnych słabości. W zmaganiach uczestniczyli jedynie sportowcy-amatorzy, a nie, jak dziś: profesjonaliści. Gdzie podziały się te szlachetne ideały? Zdaje się, że nie wrócą już one do sportu. Dlatego tak szczególnej roli nabiera choćby wymiar symboliczny. Jak pokazały Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej z 2006 roku – Niemcy doskonale zdają sobie sprawę ze znaczenia symboliki. Piłkarskie mistrzostwa odbywające się pod hasłem „Welt zu Gast bei Freunden” – „Świat w gościnie u przyjaciół”, były wszędzie na świecie chwalone za organizację i przyjazną atmosferę.

Dlaczego miałoby więc być inaczej w wypadku zimowej olimpiady w Garmisch-Partenkirchen? Tym bardziej, że odbywałaby się ona w tak symbolicznym miejscu. Naznaczenie historią prześladowań społeczności żydowskiej stanęłoby w kontraście do szeroko dziś promowanych idei otwartości i tolerancji. Uważam też, że olimpiada byłaby znakomitą okazją, by szerszą publiczność – ku przestrodze przyszłych pokoleń – zapoznać z historycznym kontekstem tego projektu. Dodatkowym argumentem za organizacją olimpiady w Garmisch-Partenkirchen jest jego światowa renoma. Ostatecznie to właśnie tu w Nowy Rok odbywa się jeden z konkursów „Turnieju Czterech Skoczni”. Popularne „Ga-Pa” ma więc już dziś konotację raczej pozytywną, a infrastruktura sportowa, hotelowa i gastronomiczna jest bez zarzutu. Ma to z punktu widzenia organizacyjnego kolosalne znaczenie.

W jaki sposób pamiętać o przeszłości?

Przed paroma dniami obchodziliśmy 65-lecie wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau. Bliskość tej daty skłania do refleksji nad tym, w jaki sposób należy zachowywać pamięć historyczną. W kontekście stosunków polsko-niemieckich, odpowiedź na to pytanie nabiera szczególnego znaczenia.

Ilekroć myślę o relacjach bilateralnych Polski i Niemiec, pojawia się u mnie wątpliwość: czy rzeczywiście stosunki te były tak złe, jak wynika z lektury podręczników do historii? Zwykło się mawiać, że historia jest nauczycielką życia, jednak czasem i ona kreuje mylny obraz rzeczywistości. Często napotykamy na próby jej relatywizowania. Niejednokrotnie widać to właśnie w przypadku relacji Polski z Niemcami.

W polskiej historiografii nacisk kładzie się na historię II Wojny Światowej. Co było wcześniej i później? – to jakby sprawa drugorzędna. Daleki jestem przy tym od umniejszania odpowiedzialności nazistowskich Niemiec za wybuch II Wojny Światowej. To przecież hitlerowskie Niemcy zerwały podpisany 26 stycznia 1934, pakt o nieagresji. Tego faktu nikt dziś, także w Niemczech, nie neguje. Mówiła o tym kanclerz Angela Merkel 1 września 2009 roku na Westerplatte. Nie trudno uznać, że ta jedna tragedia zaprzecza wszelkiej możliwości komunikacji. Warto jednak zastanowić się, czy wrogość jest stałym i nieodzownym elementem polsko-niemieckich relacji.

II Wojna Światowa jest dla mnie, nad wyraz skandalicznym, ale jednak epizodem w generalnie bardzo dobrych relacjach dwustronnych. W moim rozumieniu Polska i Niemcy mogą i powinny współpracować. Historia nie powinna dzielić lecz uczyć i jednoczyć. Przykłady owocnego współdziałania i koegzystencji mamy na kartach wcześniejszych dziejów. Dokonując krótkiej retrospekcji wskazać można wiek XVI, kiedy król Zygmunt Stary zezwolił na osiedlanie się protestantów, także niemieckich, na terenach Rzeczypospolitej. Wiek XVIII przyniósł 60 lat panowania saskiej dynastii Wettinów na tronie polskim.

W XIX wieku za sprawą Xawerego Druckiego-Lubeckiego, mieliśmy do czynienia z falą osadnictwa niemieckiego w Królestwie Polskim. Oto bezrobotni Niemcy na bardzo korzystnych warunkach mogli osiedlać się na terenach dzisiejszej Polski. Tworzono dla nich specjalne wsie gdzie, tak długo jak to było im potrzebne mogli kultywować swoją tradycję religijną, językową i kulturową. Z czasem zaś świadomie i dobrowolnie asymilowali się z polską większością. Taki program osadnictwa znakomicie wpływał na gospodarkę. Otwierał się nowy rynek zbytu ? Prusy. Niemieccy koloniści zapewniali gospodarce Królestwa Polskiego, postęp technologiczny. Przywozili bowiem ze sobą nowatorską wówczas wiedzę.

W wieku XX, przed II Wojną Światową, Polacy traktowani byli w Niemczech, również bardzo poprawnie. Mieli status mniejszości narodowej, posiadali przedstawicieli w niemieckim parlamencie. W okresie PRL Niemcy zachodnie organizowały akcje pomocowe. Po zapoczątkowanym w 1980 roku w Gdańsku ? przełomie roku 1989, Niemcy stały się ambasadorem polskiej racji stanu na zachodzie Europy. Wspierały polskie starania o integrację z NATO i Unią Europejską.

Moim zdaniem w dwustronnych relacjach Polski i Niemiec powinny panować reguły partnerskie i przyjacielskie. Oznacza to ,że każda ze stron powinna przyjąć na siebie pewne zadania. Rolą Polski jest w tym wypadku dbanie o relacje z Europą Wschodnią. Zadaniem Niemiec jest wspieranie interesów Polski w jej relacjach z resztą świata zachodniego.

Skoro mowa o kontekście historycznym – na zakończenie chciałem się ustosunkować do kwestii projektu pod tytułem ?Widomy Znak?. Otóż jestem jego zagorzałym przeciwnikiem, zwłaszcza w proponowanej obecnie formie. Moim zdaniem autorka projektu Erika Steinbach nie powinna być osobą odpowiedzialną za realizację tego projektu. Wątpliwości budzi bowiem kwestia czy rzeczywiście można ją zaliczyć do grona wypędzonych? W moim przeświadczeniu, nie. Dlatego, że nie każdy kto urodził się na terenie obecnej Polski i ją opuścił, nawet pod przymusem, zasługuje na ten status. Dla mnie pani Steinbach mogłaby mieć status wypędzonej, gdyby jej rodzina od co najmniej trzech pokoleń zamieszkiwała na terenach obecnej Polski. Nie zaś w wypadku gdy jest ona córką stacjonującego tu wówczas pilota Luftwaffe i przypadkiem urodziła się w Rumi, w obecnym województwie pomorskim.

Jednocześnie, żeby była jasność, nie neguję konieczności upamiętnienia ofiar wysiedleń. Gorąco popieram utworzenie ?Europejskiego Centrum Przeciwko Wypędzeniom?. Problem wysiedleń nie dotyczy bowiem jedynie stosunków polsko?niemieckich. Nie ma też zupełnie powodu dla którego mielibyśmy problematykę wysiedleń rozpatrywać w tym zdecydowanie zawężonym kontekście.

Bundestag wspomina ofiary narodowego socjalizmu

Dziś w samo południe rozpoczęły się w sali plenarnej dawnego Reichstagu obecnie głównej siedzibie niemieckiego Bundestagu, uroczystości upamiętniające ofiary narodowego socjalizmu. Obchody otworzył przewodniczący Bundestagu Prof. Norbert Lammert. Po nim głos zabrali w kolejności: prezydent Izraela Szymon Peres i polski historyk, prof. Feliks Tych.

65 lat temu, 27 stycznia 1945 roku, żołnierze sowieckiej Armii Czerwonej wyzwolili niemiecki obóz koncentracyjny Auschwitz-Birkenau. W 1996 roku ówczesny prezydent federalny, Prof. Roman Herzog ustanowił dzień 27 stycznia Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Narodowego Socjalizmu. Od tego czasu rokrocznie odbywają się w Bundestagu ?Godziny Pamięci? z udziałem świadków tamtych wydarzeń, jako honorowymi gośćmi i prelegentami.

W programie przewidziana jest również dyskusja z udziałem młodzieży. Jej moderatorką będzie prof. Gesine Schwan, była koordynatorka rządu niemieckiego ds. współpracy polsko-niemieckiej. Dyskusja jest częścią dorocznego, edukacyjnego programu młodzieżowego, organizowanego przez Bundestag. W tym roku temat programu brzmi: ? Wojna, Okupacja, Ludobójstwo ? Polska po okupacji niemieckiej lat 1939-1945?

W programie uczestniczy około osiemdziesięcioosobowa osobowa grupa młodzieży, przede wszystkim z Niemiec, ale także z Polski (10 osób), Francji (10 osób) i innych krajów sąsiadujących. Program adresowany jest do młodzieży zaangażowanej w projekty na temat historii narodowego socjalizmu, antysemityzmu, rasizmu, ksenofobii. Młodzież przyjechała do Berlina z Warszawy, gdzie zwiedziła:
* Muzeum Powstania Warszawskiego,
* Instytut Pamięci Narodowej,
* Ambasadę RFN w Warszawie,
* Niemiecki Instytut Historyczny,
* Żydowski Instytut Historyczny,
*Tereny Getta warszawskiego
Na zakończenie ?Godzin Pamięci? uczestnicy uroczystości obejrzą wystawę żydowskiego fotografa, Vardi Kahana ,?Eine Familie ? One Family?. Na obchodach oczekiwani są: prezydent federalny Horst Köhler, kanclerz Angela Merkel, przewodniczący Bundesratu Jens Böhrnsen oraz przewodniczący Federalnego Trybunału Konstytucyjnego Prof. Hans-Jürgen Papier.
Tekst powstał w oparciu o materiały dostępne pod adresem :

http://www.bundestag.de/dokumente/textarchiv/2010/28390958_kw03_peres_tych/index.html

Czy Niemcy mają prawo sądzić Iwana Demianiuka?

Szanowni Państwo,
Zainspirowany lekturą artykułu pt. ?Zbrodniarze i Pachołki? zamieszczonego w tygodniku ?Forum? nr 4 (25-31.01.2010) chciałbym zająć własne stanowisko w tej sprawie. Autorem artykułu jest redaktor Thomas Urban z Süddeutsche Zeitung. Tekst ten został tam pierwotnie opublikowany 14.01.2010.
90-letni dziś Ukrainiec, Iwan Demianiuk, był strażnikiem obozu zagłady Sobibór k. Lublina. Jego proces odbija się szerokim echem zarówno w Polsce jak i na Ukrainie. Komentatorzy procesu podkreślają, że Demianiuk zasługuje na surową karę tylko wówczas jeśli dałoby się udowodnić jego indywidualną winę. Ponadto komentatorzy uważają, że proces nie powinien odbywać się w Monachium ? przed niemieckim sądem. Fakt, że proces odbywa się w Niemczech miałby świadczyć, zdaniem jego komentatorów, o niemieckiej chęci relatywizowania niemieckiej winy i odpowiedzialności za Holocaust.

W moim odczuciu tak tej sprawy stawiać nie można. Dla mnie to bardzo istotny proces o ogromnym znaczeniu symbolicznym. Zupełnie nie widzę w tym zarzucanej Niemcom chęci relatywizowania winy i kwestionowania odpowiedzialności! Postrzegam proces jako sprawiedliwość dziejową. Oto kat ma zostać osądzony za zbrodnie, jakich się dopuścił. Dobrze, że proces, choć z trudnościami z uwagi na wiek i stan zdrowia oskarżonego, w ogóle się rozpoczął. Nie uczyniono żadnych odstępstw od reguły. Skorzystano, póki można, z możliwości osądzenia człowieka, który jak wszystko na to wskazuje, ponosi współodpowiedzialność za mordy. Trzeba też pamiętać, że proces rozpoczął się i tak bardzo późno. Demianiuk przez lata skrzętnie ukrywał się przecież w USA, uzyskując, a następnie tracąc, amerykańskie obywatelstwo. Gdyby nie jego skuteczna gra na zwłokę, proces rozpocząłby się już dużo wcześniej. Dlatego nie przekonują mnie argumenty obrońców Demianiuka, że w obecnej sytuacji oskarżonego proces nie powinien się rozpocząć.

Na zakończenie muszę się jeszcze ustosunkować, do miejsca procesu ? Monachium. Wbrew krytyce komentatorów procesu uważam, że to dobry wybór. Po pierwsze właśnie dlatego, że w Niemczech – tym samym to właśnie Niemcy sami rozliczają się ze swoją bolesną historią osądzając swoich zbrodniarzy. Tak ? swoich zbrodniarzy. Demianiuk, choć Ukrainiec, był na usługach III Rzeszy, stając się jednym z setek niemieckich katów. Wszyscy ci, którym udało się sformułować akt oskarżenia mieli procesy. Dlaczego więc nie Demianiuk? Strona ukraińska rości sobie prawo do osądzania Ukraińca na Ukrainie. Mam jednak wątpliwości czy trochę nie w obawie przed niesprawiedliwym osądem ze strony niemieckiego wymiaru sprawiedliwości? Paradoksalnie więc nie w interesie poznania prawdy lecz w obronie swojego rodaka. Myślę, że obawy strony ukraińskiej są tu nieuzasadnione. Jestem przekonany, że proces będzie przeprowadzony rzetelnie, a wyrok będzie sprawiedliwy.
A co Państwo o tej sprawie myślicie? Zapraszam do dyskusji!

Piotr Napierała: “Hesja-Darmstadt w XVIII stuleciu. Wielcy władcy małego państwa”

“Książka dotyczy osiemnastowiecznych dziejów niewielkiego państwa niemieckiego, jakim było landgrafstwo Hesji-Darmstadt powstałe w wyniku podziału dynastycznego w 1567 roku, leżące nad rzekami Renem, Menem oraz Lahn i Eder. Państwo, zamieszkałe ok. 1700 roku przez nieco ponad sto tysięcy mieszkańców, wchodziło w skład Rzeszy Niemieckiej, czyli Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego, rządzonej coraz bardziej nominalnie przez cesarza rzymskiego z Wiednia – stolicy habsburskich arcyksiążąt austriackich, w praktyce było jednak niezależne, czego dowodzą choćby okresowe konszachty landgrafów z Francją, mimo iż zwykle kraj ten stanowił dla Hesów śmiertelne zagrożenie. Książka umożliwia polskiemu czytelnikowi spojrzenie na dzieje XVIII wieku, tym razem oczami nie Francuzów, czy Brytyjczyków, lecz mieszkańców sielskiego landgrafstwa”.

źródło : http://www.poczytaj.pl/157662