Znowu blady strach padł na niemieckie szkoły - i to z zadziwiającą regularnością. Blisko rok po masakrze w Winenden i Wendlingen am Neckar k. Stuttgartu, gdzie zginęło łącznie 15 osób. Sprawca zdarzenia: 17-letni zabójca popełnił samobójstwo.

Do podobnego przypadku doszło w mijającym tygodniu. Florian K. - 23-letni były uczeń szkoły zawodowej w Ludwigshafen sterroryzował swoje dawne miejsce nauki. Korzystając z wywołanego tym samym ogólnego zamieszania, śmiertelnie ranił nożem jednego z nauczycieli. Uczeń był wcześniej usunięty ze szkoły za złe wyniki w nauce.

Obie te sytuacje, jakże podobne, wskazują na aktualność problemu terroru w niemieckich szkołach. Co jest jego podłożem? Dostrzegam kilka przyczyn. Podstawowa z nich to oczywiście frustracja. To ona prowadzi jednostki ku potrzebie spektakularnego zwrócenia na siebie uwagi. Jest to jednak tylko brutalna konsekwencja systemowych zaniedbań. Winę za taki stan rzeczy ponosi państwo, w przypadku Niemiec ściślej kraje związkowe. Jakie to zaniedbania? Przede wszystkim chyba niedofinansowanie edukacji. Wydaje mi się, że stała się ona ofiarą zbyt rozbudowanego w Niemczech systemu opieki społecznej.

W ostatnich latach źle rozkładano środki budżetowe, zwiększano nakłady na zasiłek dla bezrobotnych, tzw. Hartz IV. Działo się to między innymi ze szkodą dla systemu oświaty. Jako niedofinansowana z roku na rok traciła ona na jakości. Wiedza zdobyta w szkole przestała już zapewniać poczucie choćby minimalnego komfortu na rynku pracy. Karierę w mediach robi teraz Arno Dübel – bezrobotny mieszkaniec Hamburga, od 36 lat korzystający wyłącznie z zasiłków. Ten uczestnik programów rozrywkowych i debat  telewizjnych twierdzi, że w Niemczech nie warto pracować. Bez cienia skrupułów doradza jak wyłudzić pieniądze z opieki społecznej. Ma on już nawet swój internetowy fanklub. Takie właśnie rozłożenie akcentów i środków budżetowych połączone z przyzwoleniem społecznym rodzi frustrację i agresję młodzieży, stawiając pod znakiem zapytania jej perspektywy. Ofiarami takiego rozgoryczenia padli już wcześniej koledzy ze szkoły w Winenden, teraz przyszedł czas na nauczyciela z Ludwigshafen.

Jak można rozwiązać ten problem ? Czego potrzeba dzisiejszej oświacie? To pytania niezwykle istotne w zglobalizowanym świecie. W ostatnich latach do podobnych przypadków terroru w szkołach dochodziło przecież także np. w USA, by wspomnieć masakrę w Virginia High-Tech. Moim zdaniem podstawą jest tu zmiana programu nauczania. Jego niezbędnym elementem powinny stać się zajęcia na temat różnic kulturowych. Muszą to być zajęcia obligatoryjne we wszystkich typach szkół. Im wcześniej byłyby wprowadzane do programu tym lepiej. Dzięki temu zapobiegniemy poczuciu wyobcowania wśród mniejszości etnicznych. Poza tym należy położyć nacisk na umiejętność selekcjonowania informacji. Samo zdobycie informacji nie stanowi dzisiaj najmniejszego problemu. Mamy wręcz do czynienia z szumem informacyjnym. Wiedza teoretyczna obecnie szybko się deaktualizuje; dlatego powinna ustąpić miejsca praktyce. Liczba przedmiotów obligatoryjnych powinna zostać maksymalnie ograniczona. Odpowiedzialność za kształt swojego programu nauczania powinni wziąć na siebie uczniowie. De facto to właśnie oni najlepiej znają swoje zainteresowania i możliwości. Takie podejście bez wątpienia zwiększyłoby wśród nich motywację do nauki. Nie wyładowywaliby tak bardzo swojej agresji na kolegach i nauczycielach.