Wpisy otagowane Merkel

Niemiecka wizja operacji afgańskiej

W ostatnich dniach niemiecką debatę publiczną zdominował temat operacji militarnej w Afganistanie. Wydaje się, że warto zebrać i ocenić najistotniejsze głosy w tej dyskusji.

Na wstępie tej analizy można postawić tezę, że jest to jedna z niewielu ostatnio kwestii spornych w czarno–żółtej koalicji. Ogólnie obowiązuje bowiem wspólna linia, porozumienie ponad podziałami. Jest to swoją drogą ten element kultury politycznej Niemiec, którego polska klasa polityczna mogłaby się nauczyć od swojego zachodniego sąsiada. Oto w kwestiach międzynarodowych, a zwłaszcza dotyczących bezpieczeństwa, obowiązuje w Niemczech wspólne stanowisko.

Dla kanclerz Angeli Merkel, która prezentowała ostatnio rządową strategię misji afgańskiej, jest jasne, że sam pacyfizm nie buduje politycznych rozwiązań. Pani kanclerz dobitnie podkreśla również rolę, jaką w procesie stabilizacji w regionie ma do odegrania Pakistan. Twierdzi ona, że bez wsparcia ze strony Pakistanu nie ma mowy o zaprowadzeniu w tamtej części świata twałego ładu. Ponadto szefowa niemieckiego rządu opowiada się za stworzeniem „sieci międzynarodowego bezpieczeństwa” na rzecz stabilizacji w Afganistanie. Angela Merkel stanowczo zaznacza, że nie chodzi jej o przeniesienie na grunt afgański modelu rządów znanych nam w Europie. Chodzi oto, aby zneutralizować zagrożenie ponownego wzrostu znaczenia Talibów na afgańskiej scenie politycznej. Zagroziłoby to rozprzestrzenieniem się terroryzmu. Merkel twierdzi, że osłabiając Talibów osłabia się także siatkę terrorystyczną Al –Kaidy, a słabość tej organizacji doprowadzi w konsekwencji do większego respektowania elementarnych praw człowieka w Afganistanie. W swoich wypowiedziach publicznych w tej sprawie, kanclerz podkreśla, że Niemcy, ale i ogólnie – Europejczycy uczestniczą w tej operacji także w trosce o europejskie bezpieczeństwo.

Bardziej szczegółowe informacje co do niemieckiej wizji operacji afgańskiej, płyną rzecz jasna z ust szefa niemieckiego MSZ, wicekanclerza Guido Westerwelle’go. Niemiecki minister uważa, że największym dotychczasowym sukcesem działań w Afganistanie jest wzrost dostępności edukacji. Trzeba przy tym dodać, że 1/3 uczniów stanowią dziewczynki. Jak na specyfikę arabskich społeczeństw to już dużo. Westerwelle zaznacza, że intencją Niemiec jest by już od końca 2010 roku zacząć, dystrykt po dystrykcie, przekazywać władzę nowopowstającym afgańskim siłom bezpieczeństwa. Operacja ta rozpocznie się od północnych, bardziej stabilnych społecznie prowincji Afganistanu. Zamiarem niemieckiego rządu jest stopniowe ograniczanie kontyngentu Bundeswehry od 2011 roku.

Do całkowitego przekazania władzy Afgańczykom ma dojść w 2014 roku. Ten harmonogram niemieckich działań oparty jest na wynikach rozmów z afgańskim prezydentem Hamidem Karzaj’em. Niemcy zobowiązały się, że będą służyły pomocą w znalezieniu „nowej drogi” dla Afganistanu, tak długo jak to będzie od nich oczekiwane.

Minister spraw Zagranicznych RFN jest zdania, że obecna sytuacja wymaga zmiany punktu widzenia na całą operację afgańską. Jego zdaniem zbyt długo panowało iluzoryczne przekonanie, że problemy Afganistanu uda się rozwiązać jedynie siłą militarną. Westerwelle uważa, że teraz trzeba postawić akcent na kształcenie nowych afgańskich służb bezpieczeństwa i elit politycznych. Bez tego nie może być mowy o stabilizacji w tym kraju. Co warte podkreślenia przy tej okazji, Westerwelle nie widzi sprzeczności między pojęciami stabilizacji i demokratyzacji – on je wręcz utożsamia, jeżeli chodzi o sprawę afgańską.

W wywiadach prasowych minister podkreśla, że rząd CDU/CSU-FDP, od początku trwania misji w Afganistanie określa konkretne cele dla gospodarczej i społecznej odbudowy północnego Afganistanu, za który Niemcy swego czasu wzięli odpowiedzialność. Zostały już sformułowane konkretne cele w zakresie poziomu dostępności do edukacji, wody pitnej i energii elektrycznej. Zdaniem ministra Niemcy muszą ciągle jeszcze zwiększyć kontyngent służb specjalnych przysyłanych do Afganistanu celem szkolenia miejscowych służb. Optymalnie byłoby, w opinii Westerwelle’go szkolenie ok. 5.000 afgańskich policjantów rocznie. Minister pytany o to co sądzi o krytyce operacji afgańskiej, jaka wyszła z ust bp Margot Käßmann, stwierdził, że ignoruje ona tym samym wszystko to, co już udało się osiągnąć, czyli niemało…

Berlińskie Szachy – Czy „Czarno-Żółci” się wypalili?

W ostatnim czasie minęło sto dni funkcjonowania koalicyjnego rządu CDU/CSU-FDP. Analizując doniesienia z Berlina można odnieść wrażenie, że nie spełnia on oczekiwań społecznych. Liczono na opartą na kompromisie, zgodną współpracę. Wydaje się jednak, że obecnej sytuacji bliżej do walki Dawida z Goliatem. Oto CDU po czterech latach trudnej koalicji z SPD stara się wybić na niekwestionowaną liderkę tego tria. Chrześcijańscy demokraci doszli bowiem do wniosku, że ich koalicyjny partner – liberalna FDP, będąc partią dużo mniejszą, jest łatwa do zdominowania. Jak się okazuje, nic bardziej mylnego.

Partia Guida Westerwelle’go jest na fali. Uzyskała najlepszy wynik od kilkunastu lat. Ani więc myśli przyjąć rolę kwiatka do kożucha. Tym czasem CDU odnotowała spadek poparcia gdy chodzi o tzw. „drugie głosy”, tj. oddane na listy partyjne. Tzw. czarno-żółta, konserwatywno–mieszczańska koalicja jest więc w kryzysie. O czasach świetnej współpracy na linii Helmut Kohl – Hans-Dietrich Genscher czytać można już tylko w podręcznikach historii i archiwach prasowych. Każda z partii, choć formalnie w koalicji, prowadzi własną grę. Czy jednak można się temu dziwić? Co taka sytuacja de facto oznacza dla Polski? Który wariant byłby z polskiego punktu widzenia najlepszy?
Odnosząc się do pierwszego z pytań trzeba by udzielić odpowiedzi przeczącej. Ta sytuacja nie powinna nas, obserwatorów, szczególnie dziwić. Podstawowa przyczyna leży w tym, że partie wystartowały do zeszłorocznych wyborów z innego punktu wyjścia. CDU/CSU tworzyły wcześniej wielką koalicję z SPD. Liberałowie z FDP byli w tym czasie w opozycji. Chadecy mieli w związku z tym sytuację trudniejszą. Każda partia rządząca „zużywa się” w odbiorze społecznym w trakcie sprawowania władzy. Partia Westerwelle’go, po latach w opozycji czuła głód władzy, a podbudowana najlepszym od lat wynikiem, walczy o swoją autonomię.

W tym samym czasie CDU musi zaś po raz kolejny szukać swojej tożsamości, utwierdzić swój topniejący z roku na rok elektorat, że nadal ma profil chadecki. Jednak jak tego dokonać w momencie kiedy po latach rządów z lewicą przychodzi jej współrządzić z liberałami? Z kolei rządząc z liberałami jak przekonać ich do potrzeby walki o kwestie socjalne. Przecież z każdym rokiem problem opieki społecznej zyskuje w Niemczech na znaczeniu. Sytuacja demograficzna nie jest korzystna – społeczeństwo się starzeje, rosną nakłady na opiekę społeczną.

Kolejne problemy, które znajdują odbicie w obecnej sytuacji politycznej Niemiec to spadek zaufania do klasy politycznej oraz kryzys instytucji państwa narodowego. Szczególnie jest to widoczne w obliczu globalnego kryzysu gospodarczego. Efekt jest więc taki, że oto mało wyraziste ideologicznie partie, zajęte partykularnymi gierkami wewnętrznymi oraz między sobą, oddalają się od wyborców. Nie może w związku z tym dziwić, najsłabszy od 2006 roku, poziom poparcia dla kanclerz Angeli Merkel. Obecnie jedynie ok. 60% Niemców, dobrze wypowiada się o jej działaniach.

Partie zaczynają wyczuwać, że same nie są w stanie podołać wyzwaniom globalizacji. Instrumenty realnej polityki są dziś bowiem w rękach lobbystów z różnych związków zawodowych – grup interesu. Politycy chcąc dalej funkcjonować na scenie politycznej muszą brać na siebie nierealne do spełnienia zobowiązania wobec związków zawodowych. Problem jest jednak w tym, że niezadowolone związki zawodowe mają w odróżnieniu od partii, prawo do strajku. Każdy taki strajk np. komunikacji publicznej skutecznie paraliżuje gospodarkę całych Niemiec; teoretycznie więc największą gospodarkę narodową w Unii Europejskiej.

Co ta, ostatnio nieco skomplikowana, sytuacja polityczna w Niemczech oznacza dla Polski i stosunków polsko-niemieckich?

Nie ulega dla mnie wątpliwości, że każdy nawet najmniejszy, kryzys polityczny w Niemczech jest mniej lub bardziej niekorzystny dla Polski. W interesie Polski jest stabilizacja na niemieckiej scenie politycznej. Zachwiania mogą spowodować, że niemiecka dbałość o interesy polskie w świecie zachodnim osłabnie. Kwestia stosunku do Polski często może być bowiem wykorzystywana w niemieckich rozgrywkach wewnętrznych. Dzisiaj również mamy do czynienia z akcentem polskim w tej kryzysowej sytuacji. Koalicjantów między Renem a Odrą dzieli stosunek do kandydatury Eriki Steinbach (CDU) do rady fundacji „Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie”. Celem tej fundacji będzie nadzór powstającego w Berlinie muzeum wysiedlonych. Liberałowie z FDP, w trosce o dobre stosunki z Polską, są przeciwni tej kandydaturze.
Wydaje mi się, że na pewno w interesie Polski, ale także samych Niemiec, byłby w obecnej sytuacji, rząd o profilu możliwie jak najbardziej socjalliberalnym. Rząd zbyt konserwatywny nie byłby dobry dla coraz bardziej zróżnicowanych etnicznie Niemiec. Wzrosłoby wśród imigrantów poczucie społecznego odrzucenia. W konsekwencji mogłoby to prowadzić nawet do wybuchu zamieszek na ulicach. W skrajnym wypadku mogłaby się powtórzyć sytuacji z przedmieść francuskich metropolii. Na razie na szczęście udaje się temu w Niemczech zapobiec. Nie można tego jednak wykluczyć przy dalszym wzroście społecznej frustracji.