Wpisy otagowane Polityka
Jakie wnioski płyną z tragedii smoleńskiej?
6 sie
Jak wspominałem wcześniej, przez ostatnie pięć miesięcy miałem zaszczyt reprezentować Polskę na stypendium Bundestagu –Internationales Parlaments-Stipendium des Deutschen Bundestages (IPS). Przez cały czas pamiętałem o tym, że najgorsze co mógłbym zrobić w tym czasie to przynieść Polsce wstyd. Robiłem co mogłem. Z jakim skutkiem?,nie mnie to oceniać. Mam nadzieję, że jednak nienajgorzej.
To właśnie w Berlinie dotarła do mnie wiadomość o największej katastrofie lotniczej w najnowszej historii Polski. Jak wielu, nie mogłem się z tym pogodzić!. Zginęli przecież przedstawiciele elit politycznych ze wszystkich klubów parlamentarnych reprezentowanych w parlamencie. Nasi przyjaciele, stypendyści z 26 krajów uczestniczących w programie (IPS), składali kondolencje grupie polskiej. W obliczu tragedii można było odczuć ich wsparcie. Przy tej okazji, jeszcze raz za nie bardzo im wszystkim dziękuję. By uniknąć myśli depresyjnych, starałem się wybiegać w przyszłość. Myślałem sobie: Cały świat nam współczuje. Pokażmy jako Polska, że potrafimy być razem. Z informacji jakie do mnie docierały, tak rzeczywiście było. Społeczeństwo polskie pokazało się światu jako wspólnota. Przez około dwa tygodnie. Tyle właśnie trwała podniosła atmosfera.
Wyniki wyborów prezydenckich były dla mnie, w pewnym sensie, rozczarowujące. Jasno pokazały, że obecnie nie może być mowy o zasypywaniu podziałów, budowie faktycznego porozumienia. Porozumienia, które wydawało mi się jedyną rozsądną konsekwencją smoleńskiej tragedii. Istniejące od kilku lat różnice jeszcze mocniej się zaznaczyły.
Mam nadzieję, że nie będę złym prorokiem. Wydaje mi się jednak, że perspektywy dla polskiego społeczeństwa nie są najlepsze. Wygląda na to, że nadal będziemy mieć w Polsce dwa równolegle funkcjonujące społeczeństwa. Co więcej społeczeństwa bez absolutnie żadnych punktów stycznych, proeuropejską Polskę zachodnią i katolicko-narodową Polskę wschodnią. Nie pamiętam żeby podział ten był kiedykolwiek tak wyraźny jak teraz. Obecnie jest on wręcz rażący. Jeżeli obecny stan rzeczy będzie się utrwalał możemy doczekać się w przyszłości sytuacji podobnej jak na Ukrainie. Nasi wschodni sąsiedzi, partnerzy i przyjaciele, są jako społeczeństwo, również podzieleni. Z jednej strony są oligarchowie, z drugiej zaś, ludzie mniej zamożni, żyjący z poczuciem frustracji. Ludzie którzy jedyną nadzieję odnajdują w Kościele. W ostatnich latach Polska, bardzo słusznie, zaangażowała się w pomoc Ukrainie, walkę o nasze wspólne interesy. Postrzegamy siebie jako ambasadora jej interesów w kontaktach z Europą zachodnią. Oby obecna sytuacja nie doprowadziła do tego, że Polska mająca ambicje lidera regionu Europy Środkowo -Wschodniej, sama będzie potrzebować pomocy w łagodzeniu sporów wewnętrznych. Oznaczałoby to, że jako kraj nie jesteśmy w stanie sprostać celom jakie sobie wyznaczyliśmy. To wywołałoby u naszych partnerów uśmiech politowania. Nie oto nam przecież chodzi.
Już od paru dni w Warszawie, pod Pałacem Prezydenckim, możemy obserwować do czego prowadzi zupełnie irracjonalny fanatyzm na podłożu religijnym. Trzeba tu dodać, fanatyzm wzmocniony poparciem pewnej siły politycznej. Dobitnie świadczy o tym obecność na Krakowskim Przedmieściu, niektórych posłów największej partii opozycyjnej – Prawa i Sprawiedliwości.
Ich zaangażowanie w „ obronę krzyża”, niewątpliwie wzmacnia u wiecujących przekonanie o słuszności ich działań. Powoduje, że stają się oni jeszcze bardziej fanatyczni. Bardzo obawiam się konsekwencji jakie ta sytuacja może ze sobą przynieść. Nie wolno przecież zapominać, że środowisko skupione w „ Komitecie Obrony Krzyża” nie ma w tym społeczeństwie monopolu na: prawdę, polskość ani symbole narodowe. Jako obywatel oczekuję, że Polska będzie krajem neutralnym światopoglądowo, gdzie każdy obywatel znajdzie swoje miejsce. Niezależnie od płci, wieku, wyznania i narodowości.
Berlińskie Szachy – Czy „Czarno-Żółci” się wypalili?
1 lut
W ostatnim czasie minęło sto dni funkcjonowania koalicyjnego rządu CDU/CSU-FDP. Analizując doniesienia z Berlina można odnieść wrażenie, że nie spełnia on oczekiwań społecznych. Liczono na opartą na kompromisie, zgodną współpracę. Wydaje się jednak, że obecnej sytuacji bliżej do walki Dawida z Goliatem. Oto CDU po czterech latach trudnej koalicji z SPD stara się wybić na niekwestionowaną liderkę tego tria. Chrześcijańscy demokraci doszli bowiem do wniosku, że ich koalicyjny partner – liberalna FDP, będąc partią dużo mniejszą, jest łatwa do zdominowania. Jak się okazuje, nic bardziej mylnego.
Partia Guida Westerwelle’go jest na fali. Uzyskała najlepszy wynik od kilkunastu lat. Ani więc myśli przyjąć rolę kwiatka do kożucha. Tym czasem CDU odnotowała spadek poparcia gdy chodzi o tzw. „drugie głosy”, tj. oddane na listy partyjne. Tzw. czarno-żółta, konserwatywno–mieszczańska koalicja jest więc w kryzysie. O czasach świetnej współpracy na linii Helmut Kohl – Hans-Dietrich Genscher czytać można już tylko w podręcznikach historii i archiwach prasowych. Każda z partii, choć formalnie w koalicji, prowadzi własną grę. Czy jednak można się temu dziwić? Co taka sytuacja de facto oznacza dla Polski? Który wariant byłby z polskiego punktu widzenia najlepszy?
Odnosząc się do pierwszego z pytań trzeba by udzielić odpowiedzi przeczącej. Ta sytuacja nie powinna nas, obserwatorów, szczególnie dziwić. Podstawowa przyczyna leży w tym, że partie wystartowały do zeszłorocznych wyborów z innego punktu wyjścia. CDU/CSU tworzyły wcześniej wielką koalicję z SPD. Liberałowie z FDP byli w tym czasie w opozycji. Chadecy mieli w związku z tym sytuację trudniejszą. Każda partia rządząca „zużywa się” w odbiorze społecznym w trakcie sprawowania władzy. Partia Westerwelle’go, po latach w opozycji czuła głód władzy, a podbudowana najlepszym od lat wynikiem, walczy o swoją autonomię.
W tym samym czasie CDU musi zaś po raz kolejny szukać swojej tożsamości, utwierdzić swój topniejący z roku na rok elektorat, że nadal ma profil chadecki. Jednak jak tego dokonać w momencie kiedy po latach rządów z lewicą przychodzi jej współrządzić z liberałami? Z kolei rządząc z liberałami jak przekonać ich do potrzeby walki o kwestie socjalne. Przecież z każdym rokiem problem opieki społecznej zyskuje w Niemczech na znaczeniu. Sytuacja demograficzna nie jest korzystna – społeczeństwo się starzeje, rosną nakłady na opiekę społeczną.
Kolejne problemy, które znajdują odbicie w obecnej sytuacji politycznej Niemiec to spadek zaufania do klasy politycznej oraz kryzys instytucji państwa narodowego. Szczególnie jest to widoczne w obliczu globalnego kryzysu gospodarczego. Efekt jest więc taki, że oto mało wyraziste ideologicznie partie, zajęte partykularnymi gierkami wewnętrznymi oraz między sobą, oddalają się od wyborców. Nie może w związku z tym dziwić, najsłabszy od 2006 roku, poziom poparcia dla kanclerz Angeli Merkel. Obecnie jedynie ok. 60% Niemców, dobrze wypowiada się o jej działaniach.
Partie zaczynają wyczuwać, że same nie są w stanie podołać wyzwaniom globalizacji. Instrumenty realnej polityki są dziś bowiem w rękach lobbystów z różnych związków zawodowych – grup interesu. Politycy chcąc dalej funkcjonować na scenie politycznej muszą brać na siebie nierealne do spełnienia zobowiązania wobec związków zawodowych. Problem jest jednak w tym, że niezadowolone związki zawodowe mają w odróżnieniu od partii, prawo do strajku. Każdy taki strajk np. komunikacji publicznej skutecznie paraliżuje gospodarkę całych Niemiec; teoretycznie więc największą gospodarkę narodową w Unii Europejskiej.
Co ta, ostatnio nieco skomplikowana, sytuacja polityczna w Niemczech oznacza dla Polski i stosunków polsko-niemieckich?
Nie ulega dla mnie wątpliwości, że każdy nawet najmniejszy, kryzys polityczny w Niemczech jest mniej lub bardziej niekorzystny dla Polski. W interesie Polski jest stabilizacja na niemieckiej scenie politycznej. Zachwiania mogą spowodować, że niemiecka dbałość o interesy polskie w świecie zachodnim osłabnie. Kwestia stosunku do Polski często może być bowiem wykorzystywana w niemieckich rozgrywkach wewnętrznych. Dzisiaj również mamy do czynienia z akcentem polskim w tej kryzysowej sytuacji. Koalicjantów między Renem a Odrą dzieli stosunek do kandydatury Eriki Steinbach (CDU) do rady fundacji „Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie”. Celem tej fundacji będzie nadzór powstającego w Berlinie muzeum wysiedlonych. Liberałowie z FDP, w trosce o dobre stosunki z Polską, są przeciwni tej kandydaturze.
Wydaje mi się, że na pewno w interesie Polski, ale także samych Niemiec, byłby w obecnej sytuacji, rząd o profilu możliwie jak najbardziej socjalliberalnym. Rząd zbyt konserwatywny nie byłby dobry dla coraz bardziej zróżnicowanych etnicznie Niemiec. Wzrosłoby wśród imigrantów poczucie społecznego odrzucenia. W konsekwencji mogłoby to prowadzić nawet do wybuchu zamieszek na ulicach. W skrajnym wypadku mogłaby się powtórzyć sytuacji z przedmieść francuskich metropolii. Na razie na szczęście udaje się temu w Niemczech zapobiec. Nie można tego jednak wykluczyć przy dalszym wzroście społecznej frustracji.
“Między Renem a Bugiem” – wahanie długie
20 sty
Szanowni Państwo,
Serdecznie witam na moim blogu pt. “Między Renem a Bugiem”. Będę się starał zamieszczać tu przede wszystkim:
*Moje komentarze dotyczące spraw polityczno-społecznych, w Polsce i w Niemczech.
*Interesujące artykuły dotyczące stosunków polsko-niemieckich.
*Moje analizy wydarzeń politycznych w Niemczech.
*Zaproszenia bądź relacje autorskie z konferencji o w/w tematyce.
*Zaproszenia bądź relacje z polsko-niemieckich wydarzeń kulturalnych
*Relacje z dziedziny sportu w Polsce i w Niemczech.
Przy tej okazji chciałbym również serdecznie podziękować Madzi Płaźnik, za inspirację do utworzenia tego bloga oraz mojemu bratu Kubie za jego realizację.
Życzę miłej lektury, liczę na Państwa komentarze i sugestie.
