Wpisy otagowane przyszłość
W jaki sposób pamiętać o przeszłości?
30 sty
Przed paroma dniami obchodziliśmy 65-lecie wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau. Bliskość tej daty skłania do refleksji nad tym, w jaki sposób należy zachowywać pamięć historyczną. W kontekście stosunków polsko-niemieckich, odpowiedź na to pytanie nabiera szczególnego znaczenia.
Ilekroć myślę o relacjach bilateralnych Polski i Niemiec, pojawia się u mnie wątpliwość: czy rzeczywiście stosunki te były tak złe, jak wynika z lektury podręczników do historii? Zwykło się mawiać, że historia jest nauczycielką życia, jednak czasem i ona kreuje mylny obraz rzeczywistości. Często napotykamy na próby jej relatywizowania. Niejednokrotnie widać to właśnie w przypadku relacji Polski z Niemcami.
W polskiej historiografii nacisk kładzie się na historię II Wojny Światowej. Co było wcześniej i później? – to jakby sprawa drugorzędna. Daleki jestem przy tym od umniejszania odpowiedzialności nazistowskich Niemiec za wybuch II Wojny Światowej. To przecież hitlerowskie Niemcy zerwały podpisany 26 stycznia 1934, pakt o nieagresji. Tego faktu nikt dziś, także w Niemczech, nie neguje. Mówiła o tym kanclerz Angela Merkel 1 września 2009 roku na Westerplatte. Nie trudno uznać, że ta jedna tragedia zaprzecza wszelkiej możliwości komunikacji. Warto jednak zastanowić się, czy wrogość jest stałym i nieodzownym elementem polsko-niemieckich relacji.
II Wojna Światowa jest dla mnie, nad wyraz skandalicznym, ale jednak epizodem w generalnie bardzo dobrych relacjach dwustronnych. W moim rozumieniu Polska i Niemcy mogą i powinny współpracować. Historia nie powinna dzielić lecz uczyć i jednoczyć. Przykłady owocnego współdziałania i koegzystencji mamy na kartach wcześniejszych dziejów. Dokonując krótkiej retrospekcji wskazać można wiek XVI, kiedy król Zygmunt Stary zezwolił na osiedlanie się protestantów, także niemieckich, na terenach Rzeczypospolitej. Wiek XVIII przyniósł 60 lat panowania saskiej dynastii Wettinów na tronie polskim.
W XIX wieku za sprawą Xawerego Druckiego-Lubeckiego, mieliśmy do czynienia z falą osadnictwa niemieckiego w Królestwie Polskim. Oto bezrobotni Niemcy na bardzo korzystnych warunkach mogli osiedlać się na terenach dzisiejszej Polski. Tworzono dla nich specjalne wsie gdzie, tak długo jak to było im potrzebne mogli kultywować swoją tradycję religijną, językową i kulturową. Z czasem zaś świadomie i dobrowolnie asymilowali się z polską większością. Taki program osadnictwa znakomicie wpływał na gospodarkę. Otwierał się nowy rynek zbytu ? Prusy. Niemieccy koloniści zapewniali gospodarce Królestwa Polskiego, postęp technologiczny. Przywozili bowiem ze sobą nowatorską wówczas wiedzę.
W wieku XX, przed II Wojną Światową, Polacy traktowani byli w Niemczech, również bardzo poprawnie. Mieli status mniejszości narodowej, posiadali przedstawicieli w niemieckim parlamencie. W okresie PRL Niemcy zachodnie organizowały akcje pomocowe. Po zapoczątkowanym w 1980 roku w Gdańsku ? przełomie roku 1989, Niemcy stały się ambasadorem polskiej racji stanu na zachodzie Europy. Wspierały polskie starania o integrację z NATO i Unią Europejską.
Moim zdaniem w dwustronnych relacjach Polski i Niemiec powinny panować reguły partnerskie i przyjacielskie. Oznacza to ,że każda ze stron powinna przyjąć na siebie pewne zadania. Rolą Polski jest w tym wypadku dbanie o relacje z Europą Wschodnią. Zadaniem Niemiec jest wspieranie interesów Polski w jej relacjach z resztą świata zachodniego.
Skoro mowa o kontekście historycznym – na zakończenie chciałem się ustosunkować do kwestii projektu pod tytułem ?Widomy Znak?. Otóż jestem jego zagorzałym przeciwnikiem, zwłaszcza w proponowanej obecnie formie. Moim zdaniem autorka projektu Erika Steinbach nie powinna być osobą odpowiedzialną za realizację tego projektu. Wątpliwości budzi bowiem kwestia czy rzeczywiście można ją zaliczyć do grona wypędzonych? W moim przeświadczeniu, nie. Dlatego, że nie każdy kto urodził się na terenie obecnej Polski i ją opuścił, nawet pod przymusem, zasługuje na ten status. Dla mnie pani Steinbach mogłaby mieć status wypędzonej, gdyby jej rodzina od co najmniej trzech pokoleń zamieszkiwała na terenach obecnej Polski. Nie zaś w wypadku gdy jest ona córką stacjonującego tu wówczas pilota Luftwaffe i przypadkiem urodziła się w Rumi, w obecnym województwie pomorskim.
Jednocześnie, żeby była jasność, nie neguję konieczności upamiętnienia ofiar wysiedleń. Gorąco popieram utworzenie ?Europejskiego Centrum Przeciwko Wypędzeniom?. Problem wysiedleń nie dotyczy bowiem jedynie stosunków polsko?niemieckich. Nie ma też zupełnie powodu dla którego mielibyśmy problematykę wysiedleń rozpatrywać w tym zdecydowanie zawężonym kontekście.
